argumenty za przedszkolem - atrakcje, wrażenia, możliwości rozwojowe - blog mamy minimalistki

Czy Ty też zakładasz wielką wartość atrakcji 🎭 wrażeń 😲 aktywności edukacyjnych 🎓 i „możliwości rozwojowych” 📈 dla dzieci?

Hej, hej, piszę to ja, mama dwóch dzieci do żłobów / przedszkoli nieposyłająca, zakładająca także nieposyłanie później do szkoły.

Wiecie, że mamy, które posyłają dzieci do placówek albo żałują, że muszą albo mają poczucie winy, dlatego próbują tłumaczyć tę decyzję różnymi z sufitu argumentami? Zauważyłam, że sporo tej drugiej grupy jako argument za tym, żeby matka siedziała i prukała w domu tudzież rozwijała się, a dziecko spędzało ten czas w grupie równolatków ze średnio nimi zainteresowanymi obcymi paniami, jest to, że matula nie widzi, żeby kiedykolwiek mogła zapewnić dziecku tyle sterowanych aktywności i wymyślonych przez dorosłych zabawek, ile zapewnia placówka.

Ludzie czytają i odbierają ten argument jako… argument. Czyli jako tako solidny punkt w tabelce po stronie tak, przedszkole to super wybór. A my tutaj zastanówmy się, czy to jest solidny argument.

1 | Co jest dobre dla dziecka?

Bo kto powiedział, że wielość atrakcji, przedmiotów i przestrzeni zaprojektowanych przez dorosłych dla dzieci jest czymś pozytywnym, właściwym, najlepszym, słusznym, dobrym?

Na takie pytanie sobie odpowiedz.

Przedszkole daje zabawy, zajęcia i zabawki, a matka aż tyle nie da, więc przedszkole to dobry wybór.

A może kilkumiesięczny i kilkuletni Człowiek nie są najlepiej przystosowani do takiego zaplanowania, przebodźcowania, ułożenia rzeczywistości pod nich? Może to nie jest to, co najlepiej służy Małym Ludziom?

2 | Normalne życie bez szoferów, sprzątaczek i dietetyków anyone?

Przepraszam za wyrażenie, ale męża też pewnie nie wymiziasz jak wymiziałby zespół pań profesjonalnych i z doświadczeniem, Wasza podwarszawska wiocha nie da mu tyle radochy co zestaw ocean+plaża+palma. Ferrari mogłabyś mu wziąć na kredyt czy w jakiś wynajem. A jednakowoż pewnie tego nie robisz. Każesz mu żyć w normalnym, średniawym świecie, w którym różne potrzeby, różne sfery życia balansujemy, kompromisujemy, aby było dobrze. Raz jest obiad mistrzowsko przepyszny, a raz jako-taki, aby się najeść, obiad dobrze-że-jest. A w dzień z mistrzowskim obiadem pewnie okna nie lśnią dopiero-co-wymyciem.

A dzieci mają być obsłużone każdego dnia na tip-top?

3 | Kim jest dziecko?

Łącząc myśli numer jeden i dwa, zastanów się, jakie jest miejsca dziecka w rodzinie. Czy on jest małym królem tudzież kurą znoszącą złote albo zielone? Czy wokół niego świat się?

Czy może zadaniem każdego na każdy dzień z tych wszystkich dni powiedzmy do 14-16. roku życia jest nauczenie się przez Małego Człowieka bycia Do-ros-łym Człowiekiem? No chyba że ważne jest nauczenie się dat przywilejów dla szlachty i nazwy miasta, w którym urodził się Mozart?

4 | Jeszcze raz przyjrzyjmy się samej budowie argumentu.

Mama i tata nie byliby w stanie zapewnić dziecku tylu wymyślnych zabaw, kierowania zabawami i tylu zabawek jedukacyjnych. (No mam nadzieję! Że rodzice i o sobie samych, i o sobie nawzajem myślą i sobie czas dają, nie tylko dzieciom. Oraz że rozumieją, że ich zadaniem jest wypuścić w świat ludzi gotowych do dorosłego życia, czyli nauczonych samodzielności).

Przełóżmy argument na coś innego. Mama i tata nie są w stanie zapewnić dziecku 70 świeżych pizz dziennie, a pizzeria tak. Czy to znaczy, że rodzice są gorsi, a pizzeria lepsza? Czy to znaczy, że dla dobra dziecka należy je odstawiać codziennie na jedzenie 70 pizz w pizzerii? Czy ktoś przed ułożeniem tego zdania zastanowił się, czy w ogóle jedzenie 70 pizz dziennie jest dla dziecka korzystne?!

Tak samo z tymi aktywnościami.

Ja jestem sobie minimalistką. I powiem Wam, że duża część ludzi tak się zwących jest zwolennikami podejścia zbieraj doświadczenia, nie rzeczy. A mnie to nie przekonuje. Myślę, że doświadczeniami można się tak samo zaśmiecić jak akrylowymi swetrami, że mniej to często lepiej i że nie chodzi o to, żeby rzucić cukier, by zajadać ćwierć litra miodu dziennie. Ale to może temat na inny tekst.

Ale nasz argument o przedszkolu zakłada wartość wielości doświadczeń, zajęć, nawet też styczności z wieloma rówieśnikami.

Cenisz wielość doświadczeń?

Zależy Ci na tym, żeby dojrzewająca córka co tydzień w innym miejscu skakała na bungee i przed 25. rokiem życia przemiziała się z 743 facetami, no bo doświadczenia i… Tylu ludzi pozna! A każdy z nich może ją poznać z 10 kolejnymi osobami. To jest potencjał!! Live Your Potential, Obudź W Sobie Olbrzyma, The 10X Rule, #girlboss #exploremore

Do you think so?

Daj im żyć. Daj żyć sobie. Umieść swoje dzieci w swoim życiu. Niech je żyją. (Dużo dorosłych ludzi dzisiaj siebie umieszcza jako podnóżki w życiu zawalonych kolorowym wszystkim trzylatków). Jeśli masz owsiki w tyłku i musisz się kręcić po mieście, to się zbadaj i je wylecz. Przestań czytać kolorowe magazyny tudzież lajfstajlowo-zakupowe blogi i instagramy. Proste życie jest dobre. Normalne życie jest dobre. Życie bez serpentyn jest dobre. Życie jest dobre. Nie czeba psuć. – Tego nauczyło mnie mizianie się z panem minimalizmem.