na moim czytniku - książki o dobrym życiu i wolności - blog Slow and Happy o minimalizmie

Na moim czytniku 📖📚 11+ książek o dobrym życiu i wolności

Od czasu do czasu znajduję kopalnię wartościowych, poszerzajacych moje spojrzenie na świat książek lub innych źródeł. Ostatnio mniej tego na blogu niż parę lat temu, ale teraz mniej czasu poświęcam na lektury.

Ponieważ ostatnio nazbierało się trochę tego dobra, dzielę się z Wami dobrymi tytułami.

Większość z nich przeczytałam na czytniku w abonamencie Legimi. Ale jak dzisiaj szukałam dla Was linków zauważyłam, jakby część z tych książek wypadła z abonamentu. Albo ja blondynka jestem, albo kryzys i część wydawnictw wycofała się ze współpracy. Podaję w linkach dostępność na dzisiaj.

Kolejność tytułów przypadkowa

1 |Źródło. Jak zmienić swoje życie na lepsze by Tara Swart

Pewnie coraz częściej obija Wam się o uszy stwierdzenie, że nasze myśli kreują naszą rzeczywistość, że warto być pozytywnym, że afirmacje, mapy marzeń i takie tam tralalala. Macie to w filmie Sekret, u Agnieszki Maciąg, w całym prześlizgującym się do głównego nurtu kultury magio-psycho-niu-ejdżu. Ale panowie i mądre głowy, i nawet te logiczne głowy też potrafią wspomnieć o tego typu mechanizmach.

No więc jak to jest? Prawa czy nieprawda? Działa czy nie działa?

Książka Źródło jest pierwszą, która pozwoliła mi na poważnie uwierzyć / zaufać / przyjąć do wiadomości założenie, że te niby czary-mary mogą działać.

Autorka wyjaśnia to tak, że ja zaczynam rozumieć, a nie tylko próbuję przyjmować bez wiary. Do tej pory wierzyłam w to podobnie jak w to, że wygram w totolotka (a nie kupuję zakładów). Mogłam się pobawić myślą, że te tralalala działają, ale tak naprawdę w to nie wierzyłam.

A tu kobieta opisuje mi, jak działa mózg. Fizycznie, mechanicznie, chemicznie. Pisze o odkryciach nauki, przy czym nie zabija sensu i toku lektury nudnymi danymi.

Jeśli nie bardzo wierzysz w mapy myśli i prawo przyciągania, a jednocześnie widzisz, że może u innych to jednak działa, w Źródle poznasz mechanizmy. Które nie uruchamiają się po wypowiedzeniu zaklęcia tylko wymagają kon-sek-wen-tne-go wy-sił-ku.

Zobacz na Ceneo.

2 i 3 |Esencjalista i Jedna rzecz

Takie klasyki minimalistów, o których sobie przypomniałam, a czytałam pewnie już z siedem, dziewięć lat temu.

(W tym samym czasie przypomniała sobie o tych tytułach także Kornelia, taki był układ planet!)

Szczerze, to przekartkowałam je, bo treść jest dla mnie znana, oczywista. Ale moją uwagę przykuł fragment Esencjalisty, w którym autor stwierdza, że świetnie mu się żyje według tej filozofii i jednocześnie przyznaje, że… jest dziwiakiem, i że to jest dla niego spoko.

Fajnie się poczułam, czytając to jego stwierdzenie, bo też muszę przyznać, że w paru sprawach zajeżdżam ostro w teren dziwactwa, a jednocześnie bardzo dobrze mi z tym.

Książki dla początkujących w temacie minimalizmu, slow life’u czy po prostu życia własnymi priorytetami, życia ukierunkowanego, życia po swojemu.

Esencjalista i Jedna rzecz na Ceneo.

Oba tytuły dostępne na Legimi.

4 | Cośtam o Lechii

Kojarzycie, że po Ynternecie chodzą takie spiskowe lub nie info o tym, że Polska wielkim mocarstwem była, byliśmy pierwsi na Ziemi, byliśmy Rzymianami (co tam, przodkami Rzymian!), napisaliśmy Wedy, mamy takie a śmakie naj-lep-sze i naj-sta-ro-żyt-niej-sze DNA, kontaktowaliśmy się z Atlantydą i… tak dalej… Kojarzycie?

Być może jest to stek bzdur. (Stek, świetne jedzonko, gęste odżywczo!) Dopuszczam takową możliwość.

Ale tak samo dopuszczam możliwość, a wręcz jestem przekonana, że przez 123 lata zaborów przedwojennych i w zależności od Waszej wiary 45-75 lat zaborów powojennych oficjalnym władzom nie zależało, żeby uczyć Polaków czegokolwiek o nas, z czego moglibyśmy być dumni.

Bo czy wierzycie w te podręczniki, które tak samo jak dziś, brzmiały za okupacji radzieckiej, w których to piszą, że do roku 966 byliśmy w zasadzie małpami w lasach, a nagle w tym roku Mieszko stał się z dziko-niepiśmienngo-lasu ukulturnionym gościem, a cały ten cud dzięki niesamowitej mocy błogosławieństwa z Rzymu? Czy to się trzyma kupy logicznej całości?

(Odnośnie kupy, Młodszy lat 3 chciał się nauczyć kierunków świata. Mamy więc północ, południe, zachód i odchód).

A, i tera weźcie Librusa czy inny podręcznik do historii (może być sprzed 70 lat, w treści dot. starożytności i średniowiecza zapewne nic się zmieniło) i policzcie, ilu mieliśmy oficjalnie królów. Teraz powiedzcie mi, którym z kolei był Zygmunt III Waza Ten-Od-Kolumny? I dlaczego numer tego króla na kolumnie jest wyższy niż numerek, który obliczyliście? Weźcie pod uwagę, że gościu sponsorujący budowę kolumny wcale nie był za wzmacnianiem dobrego imienia Polski. A mimo to dał znać, że… Zygmunt był królem numer… taki, jaki był dla ówczesnych oczywistych i trochę wyższy niż ten, o którym uczą nas leniwi urzędliwi następcy komuchów.

W tym właśnie temacie czytałam (kartkowałam) książki Janusza Bieszka. Czyta się ciężko. Sprawa jak dla mnie bardziej ciekawostkowa niż żeby trzymać to na półce.

Tutaj macie link do czytania w aplikacjach – Legimi. Kto ma abonament niech sobie ewentualnie przekartkuje, kto nie – masz 14 dni za darmo na wypróbowanie tej formy czytania.

5 | Cośtam o minimalizmie

Poczytałam (lub przekartkowałam) kilka popularnych pozycji o minimalizmie, nowszych niż te opisane przeze mnie jakiś czas temu. Wśród nich są 3-4 godne uwagi. Postaram się zrobić o nich osobny wpis.

A reszta? Minimalizmów jest tyle, ilu minimalistów i nie każdego z tych ludzi podejście mnie odpowiada. Będę pisała o książkach dobrych. A panu, który pisał, że przecież nie trzeba gromadzić niczego w domu, nawet papieru toaletowego, mydła skoro mamy sklepy, zawsze pełne, które powinniśmy widzieć jako swoje magazyny, darujemy i damy spokój. Koronapanika i brak pewnych produktów, i zamknięte sklepy – kojarzycie? Nie będziemy się znęcać nad autorami, którym nie wyszło.

Zapiszcie się do newslettera, to dam znać, jak opiszę te tytuły warte Waszego czasu i grosza.

6 | Wojciech Cejrowski

Wojciech Cejrowski to ten pan, który zepsuł mi frajdę z czytania. Bo jego książek jest kilka, są skończone, a chyba nikt inny jemu nie dorównuje. Umiejętnością plecenia opowieści, dowcipem, posiadaniem własnego zdania, nawet jeśli jest dziwne w dzisiejszej kulturze, umiłowaniem wolności & odpowiedzialności. Czytanie jego książek to niemal fizyczna przyjemność. Rozkosz. Na najwyższym poziomie. Inni współcześni autorzy nie dorastają mu… wyżej niż twarda podeszwa jego stopy.

Po jego książkach nie sposoba Ci się już nic. (Jeśli masz mój gust).

Plus, jeśli chcesz doprowadzić do śmiechu pięciolatka… opisami mrówek wchodzących… pod majtki i innymi takimi – zerknij na te tytuły.

W ostatnim czasie przeczytałam:

Piechotą do źródeł Orinoko – nowość, a dokładnie to stara nowość, opublikowany już dawno tytuł nieco zmieniony i uzupełniony o… pełne zakończenie.

Gringo wśród dzikich plemion – też nie po raz pierwszy; tym razem czytałam fragmenty na głos Starszemu.

Wyspa na prerii – cacko, cacko, dziejące się w krainie ludzi wolnych. Tu już nie przygody wędrowca, a przygody… bo ja wiem? Wiejskiego człowieka osiadającego na zagramanicznej wsi, w krainie przyrody kąsającej i ludzi wolnych.

To jest właśnie tytuł, po który sięgam dla najwyższej formy przyjemności i rozkoszy. Kiedy mam dzień dla mnie. Cisza, spokój, balkon, leżak i te sprawy.

Ostatnio WC zdecydował się opublikować swoje książki także w formie ebooków. Choć zgadzam się z samym autorem, że te książki w pełnej jakości odbierzecie, gdy będziecie je mieć w wersji papierowej, świetnie wydanej. My mamy dwa z jego tytułów na półce, choć książek trzymamy w domu niewiele.

7 |Jak przestać się martwić i zacząć żyć by Dale Carnegie

Książka tego typu, co różne tytuły o entuzjazmie i pozytywnym myśleniu Normana Vincenta Peale, którego już kiedyś Wam polecałam.

XX-wieczne, amerykańskie rzucanie anegdotkami, przykładami z życia ludzi, którzy z czarnej dziury podnieśli się do pięknego życia. Nie dzięki ZUSowi, mamusi, pińcatplusowi ani dotacjom tylko kurna sami, ewentualnie z pomocą wiary w Boga.

Na kryzys, akurat!

Sięgnęłam po nią z polecenia Basi Szmydt, blogerki prosto-życiowo-domowo-rodzinno-kuchenno-radosnej, która zmieniła swoje życie na właśnie radosne pod wpływem m.in. tej lektury.

A to ten sam pan, który napisał biznesowo-komunikacyjnego-klasyka Jak zdobywać przyjaciół i wpływać na ludzi.

Przeczytaj w abonamencie lub w ramach okresu próbnego na Legimi albo zobacz opcje na wersję 3D, którą ja planuję sobie sprawic i wstawić do mojej skromnej, minimalistycznej biblioteczki, by wracać po otuchę, wiarę i dobre spojrzenie na ludzkie sprawy.

8 |Pokochaj swój dom by Bea Johnson

Dzisiaj z pełnym przekonaniem podśmiewam się z zerowejstów. Kilka lat temu sama pisałam o ekologii, zaangażowałam się, ale kiedy sprawa zboczyła w kierunku pożarcia własnego ogona tzn. reklamowania plastikowych bidonów (albo metalowych, ale z silikonową opaską, co by się w łapach nie ślizgało), to wyszłam z tego towarzystwa.

Uważam, że większość działań, a tym bardziej produktów, nazywanych eko nie jest dobra dla natury.

Ale wracajmy do Bei, czyli pionierki ruchu zero waste jaki dzisiaj mamy. Ostatnio powtórzyłam sobie jej książkę i widzę, że ta pionierka jest w zasadzie bardzo umiarkowana i rozsądna, nie leci do dziwnych, nielogicznych ekstremów dla idei. Plus całe jej zero waste wyrasta z minimalizmu, opiera się głównie na minimalizmie – ja tak to odbieram.

Zobaczcie pięć zasad zero wejsta Bei:

  • Refuse – odmawiaj (kupowania i brania darmoszek)
  • Reduce – ograniczaj (zakupy i konsumpcję)
  • Reuse – używaj ponownie (kupuj używane, poszukaj przedmiotu, który spełni potrzebną funkcję – może masz go w domu)
  • Recycle – hahaha (bądź świadomy, co kupujesz, jak opakowane i co z tym potem zrobisz)
  • Rot – kompostuj (jak wyżej).

To jest minimalizm i zwyczajny zdrowy rozsądek, i zwyczajny szacunek do ziemi, do natury.

Dodam od siebie, że podstawą bycia przyjaznym dla środowiska jest powrót do korzeni, do dawnych sposobów i omijanie rzeczy z napisem eko. Eko dziumdzia (albo eko dziumdź) wydaje kilkadziesiąt tysięcy na przydomową oczyszczalnię wody, czyli wali te plastikowe rury w ziemię po to, żeby wywozić szambo… raz na dwa miesiące zamiast raz na miesiąc. Wtf?! – ja się pytam. No tak czytałam.

Tymczasem, kiedy wpiszecie w gugla homesteading, czyli powiedzmy życie jak najbardziej samowystarczalne, życie z własnej ziemi, poczytacie historie ludzi, którzy – przepraszam za szczerość mniej sterylną niż plastikowe rurki – kopią dziurę w ziemi, ustawiają nad nią ławkę, w której to ławce jest dziura i voila, mają sedes. Jak się zapełni, zasypują resztkę dołka ziemią i przenoszą się z ławką w inne miejsce. To jest eko. Tylko to.

A plastikowe, specjalne-eko pojemniki na kompost? No zastanówcie się, na ile to eko.

Bea jest zwolenniczką prostoty. Nawet kiedyś na Instagramie zjechała osoby, zwące się jej naśladowcami, które jak podały przepis na domowy krem / środek czyszczący / mydło / cokolwiek, to miało to dwadzieścia trzy składniki, wymagało nie wiadomo jakich czynności i zapewne zaopatrzenia się w ingrediencje w siedemnastu sklepach i to w plastikowych woreczkach. Odcięła się od nich, gdyż… zdrowy rozsądek, ludziska!

Zobacz książkę na Ceneo.

9 |Ostatnie dziecko lasu by Richard Louv

Dla ludzi kochających Ludzi, w tym siebie i swoje dzieci, i kochających przyrodę oraz przygodę.

Dla tych wierzących, że ssak homo sapiens ma się gorzej, spędzając czas w biurze niż w lesie. Lub dla tych, którzy chcą się tego dopiero dowiedzieć.

Może tej książki nie czyta się najprzyjemniej, bo pełna jest faktów, nazw i działań organizacji, ale pomimo to, warto.

10 |4 Arguments for the Elimination of The Television by Jerry Mander

To jest książka-Biblia, której myśli chcę Wam streścić, jak tylko zechcę temu poświęcić czas (newsletterowiczom dam znać, jak tekst się ukaże).

Jest oczywiście o tym, dlaczego technologia jest zła.

Jest naukowo, a autor tak naprawdę kreśli nam szeroki i głęboki obraz świata (AD 1978), znając mechanizmy działania wielu dziedzin: psychiatrii, techniki, chemii, biologii i czego tam jeszcze.

To jest autor, który chce dobrze dla Człowieka i uważa go właśnie za istotę przez duże Cz. Żaden tam Tim Ferris czy inny byznesmen, dla którego liczą się osiągi, liczby, tabelki i wydajność. Tu mamy człowieka, którego obchodzi Człowiek i jego najwyższe dobro.

Jak w pozycji wyżej: Dla tych wierzących, że ssak homo sapiens ma się gorzej, spędzając czas w biurze niż w lesie. I dla tych, którzy chcą się tego dopiero dowiedzieć.

11 |Jak być mamą w edukacji domowej i nie (dać się) zwariować? by Kornelia Orwat

Last but not least… Chociaż ponoć najwięcej ludzi czyta początek i koniec artykułu, głosuje na pierwszego lub ostatniego kandydata, czyli w formie pisanej ostatnie miejsce jest wyborne…

Nie każdemu twórcy internetowemu, nawet z tych, których śledzę, udaje się namówić mnie na zakup ich ebooka. Oszczędna jestem i piętnaście razy pytam siebie o zasadność zakupu. Potem odczekuję dwa tygodnie albo dwa miesiące i znowu pytam siebie piętnaście razy.

Kornelia też trochę czekała, ale zdecydowałam się na zakup i nie żałuję.

O czym pisze Kornelia w swoim ebooku? O codzienności mamy, nieposyłającej dzieci do szkół. O życiu i dylematach rodziny w edukacji domowej. O roli i zdrowiu psychicznym Mamy w tym całym wolnościowym, nieschematycznym stylu życia.

Dlaczego w ogóle chciałam przeczytać jej ebooka? Bo Kornelia jest mamą trójki dzieci, będących w edukacji domowej od początku szkoły, a jej najstarszy chłopak jest już w liceum. Można więc czerpać od niej wiedzę, doświadczenie, podglądnąć, zajrzeć do sypialni, zobaczyć, czy się da i jak wygląda takie życie na jak najbardziej swoich zasadach w kwestii edukacji i wychowania swoich własnych, osobistych dzieci. Dla mnie jest to porównywalne z czytaniem cztery lata temu książek o domowych porodach. I urodziłam w domu! A teraz nauczę w domu.

A poza samym doświadczeniem, ważne jest dla mnie, że Kornelia jest normalną kobietą z krwi i kości. Czy chciałabym czytać o edukacji domowej od kobiety, która jest perfekcyjna, ma dla dzieci tablice z kredom, rozpiski, które dziecko kiedy jaki temat przerabia i co drugi dzień robi jak nie wulkany, to pomoce edukacyjne diy lepsze od tych z Pinteresta, jeździ na siedemnaście rozwijających i oryginalnych zajęć oraz rozwija dwadzieścia jeden talentów swoich pociech? Nie chciałabym na to patrzeć, albo zaczęłabym lekturę i skuliła się w depresji.

Lubię szczerość, lubię Życie z jego nieidealnością (bo innego nie ma, inne nie jest Prawdą). Może nie można go tak ładnie opakować i sprzedać jak pań zawsze uprasowanych i idealnych, ale… świat się teraz zmienia. Pociągały nas rzeczy ładnie obrobione i niemal pachnące z Instagrama (nowością), ale ostatnio zmęczyły nas fake-newsy i zalew wykluczających się nawzajem informacji, prawda? Nie lansimy się w Starbaksach tylko jadamy domowo i rodzinnie. Się zmienia się.

Może być tak, że teraz sporo osób otworzy się na mniej wyfotoszopowane Życie. No i na edukację domową, która – o ile się nie domyślacie – jest czymś zu-peł-nie innym niż systemowa edukacja zdalna.

Trzy słowa mojej recenzji znajdziecie też na stronie ebooka u Kornelii. Kto zainteresowany edukacją domową, niech posiedzi też któregoś wieczora z herbatką na jej blogu.

To tyle na razie 🙂