dekameron boccaccio recenzja blog - dzisiejszymi oczami

Czytajcie „Dekameron”

Czytam Dekameron Giovanniego Boccaccia. (Czy brzmienie włoskich nazwisk nie jest samo w sobie sztuką?)

Dlaczego wzięłam się za ten tytuł?

Bo ileż można czytać dzisiejsze poradniko-reportażo-popo-naukowe dziełka, zwane książkami, których spokojnie połykam trzy dziennie, obsługując przy tym dom i dwa pacholęta? Miesza mi się w głowie. Już nie orientuję się, czy mam iść za bądź sobą, czy wierzyć w bądź kim chcesz. Czy leniwo wybiorę nie musisz wszystkiego, czy jednak łapczywie skłonię się ku możesz wszystko. Niedobrze mi od płytkości przedstawianych historii i płaskości używanego języka.

Chciałam przeczytać coś starego, solidnego. Utknąć w jednym dziele na dłużej niż niedzielę. Rozkoszować się opisami przyrody (tak!) i bogatym słownictwem.

Nie szukałam, nie analizowałam spisów dobrych ksiąg. Gdzieś z głowy wyfrunęło mi, że Dekameron. Ze szkoły kojarzyłam tyle, że albo to jest strasznie cienkie, albo my czytaliśmy z tego tylko mały urywek. Już wiem, że prawidłowa jest odpowiedź numer dwa.

Ale do rzeczy.

Zobaczcie, jakie to jest dobre:

Wpośród takich opresji i takiej żądzy osłabła, a nawet całkiem sczezła siła tak człowieczych, jak i bożych praw. Jej stróże i wykonawcy bądź to poumierali, bądź chorowali albo też tylu podwładnych utracili, że obowiązków urzędu swego dopełniać nie mogli. Każdy przeto mógł czynić, co chciał.

Sięgając po ten tytuł, nie miałam pojęcia, że to dzieje się w czasach… zarazy AD 1348. Nie takiego śmiechu, jaki my mamy, tylko potwornej pandemii, w której według różnych danych zginęło 3/5 ludności lub od 50 do 100 tysięcy ludzi w samej Florencji z jej okolicami.

Był dramat. Objawiał się m.in. tym, że władza przestała mieć władzę, bo albo łumarła, albo szykowała się do umarcia, czyli ostro chorowała, albo nie miała funkcjonariuszy, urzędasów i straszycieli, bo umarli lub szykowali się do umarcia.

Sory, Batory, królu nasz, ale jakoś uśmiecham się myśl o takim stanie władz.

No ale u nas nie ma pandemii.

Lecim dalej:

Każdy, co na świat przyszedł, ma naturalne prawo podtrzymywać i ochraniać życie swoje. Uznają to wszyscy tak dobrze, że jeszcze nikomu, jeżeli w obronie własnej drugiego zabił, za występek tego nie poczytano.

Daj nam, Boże, żyć w takim świecie.

Dzisiaj w wielu państwach cywilizacji zachodnioeuropejskiej i północnohamerykanskej nie masz prawa zabić napastnika i żyć dalej na wolności.

Nie masz prawa do obrony własnej, bo nie masz chociażby prawa do broni. Twoim obrońcą jest zachwycająca policyja, do której masz dzwonić i czekać. A tu ktoś Ci grozi odebraniem Ci życia.

Ponoć w Wielkiej Brytanii nawet Ty płacisz, jeśli złodziej, rabujący Twój dom, potknie się na klockach Twojego dziecka i złamie sobie cośtam.

Daj nam, Boże.

A teraz mówią babki, z grupy, w której jest ich w sumie siedem babek:

– Zważcie, że wszystkie kobietami jesteśmy, a przecież i dziecku wiadome jest, że białogłowom trudno jest coś przedsięwziąć bez pomocy mężczyzn. Jesteśmy niestałe, bojaźliwe, uparte i podejrzliwe. Mniemam, że gdy same swoimi przewodnikami będziemy, to społeczność nasza długo trwać nie będzie. Musimy najpierw za jakimś przewodnikiem się rozejrzeć.

– Prawda jest – rzekła Eliza – mężczyźni są naturalnymi przewodnikami białogłów i bez nich rzadko jakiekolwiek niewiast przedsięwzięcie do pomyślnego końca przychodzi.

Także teges. #girlboss

Z jednej strony Kasia Tusk chwali się, że jej firma odzieżowa to same babki i dajo rade. Z drugiej, zobaczmy, ilu chłopa jest głębiej na zapleczu, w firmach, które dostarczają materiały, w firmie, która stawia hosting ich firmie, w elektrowni, która śle im prund do maszyn do szycia i kompów, w headquaterach Eppla i kto wymyślił zmywarki ęd pralki, dzięki którym kobiety są w stanie wyjść z domów na dłużej. Kto drogi budował, dzięki którym suną z Sopotu do Wawy i z powrotem do szołrumu?

Łatwo jest coś przedsięwziąć bez pomocy mężczyzn?

Zostawiam Wam to do własnogłownego przemyślenia.

I hit. Cała historia odbywa się – po tym jak znalazły se chłopów – w towarzystwie dziesięciu dorosłych osób, które podróżują z siedmioma sługami. Nieźle.

– Moja pokojowa Misia, i służebnica Filomeny, Licisca, będą w kuchni przyprawiały potrawy wedle Parmena rozkazu. Chimera i Stretilla, służebnice Lauretty i Fiammetty, będą usługiwały w komnatach naszych dam i utrzymywały w czystości miejsca zebrań naszych.

Hm. Dwie babki tylko do gotowania (plan posiłków wymyśla inny sługa), dwie babki tylko do sprzątania pokoi i salonów. Może nie dla dziesięciu osób, ale dla czterech, ja robię to wszystko sama, plus siedemset osiemdziesiąt cztery inne rzeczy. I jeszcze podatki płacę. I opieki zdrowotnej dobrej nie mam zapewnionej.

Czy ja wykonuję pracę, którą dawniej wykonywałoby osiemnaście osób, przy czym ja robię to jednym ciałem?!

Tak sobie można fajnie porównać style życia i przekonania ludzi sprzed setek lat z naszymi. I zacząć widzieć, że nasze przyzwyczajenia i światopogląd są tylko jednym z wielu możliwych, mniej lub bardziej prawdziwych, dobrych, efektywnych. Te nasze nie są najlepsze ani najsłuszniejsze.

I to wszystko zmieściło się w prologu. A przede mną niemal tysiąc stron. Będzie się działo!

(Spoileruję, że w następnych rozdziałach mamy księży AD około 1348, którzy z młodzieńcami sodomują, także nihil novi pod słońcem. Jak mawiał całkiem niegupi święty Paweł: niech każda babka ma jednego męża, a każdy facet jedną żonę, bo będzie im się chciało. Celibat nakładany z zewnątrz powoduje bardzo duże szkody. I o tym jest w Biblii. A ona jest ponoć uznawana w religii katolickiej!?)