generalne porządki w garderobie - podpowiedzi minimalistki blog

Jeśli większe remanenty rzeczy w domu 🧺 Ci nie wychodzą… Podpowiedzi minimalistki

Powiem Wam szczerze, że kiedy nie mieliśmy dzieci lub gdy był jeden, a nawet dwóch jeszcze w miarę małych, to ja mogłam sobie kozaczyć z minimalizmem: mieć mało, wiedzieć, co mam i gdzie, na bieżąco to wszystko filtrować.

A przy większej rodzinie, czyli i większej liczbie przedmiotów, i większej ilości obowiązków, mam momenty ogromnego zdenerwowania na swoje miejsca do przechowywania: kuchenne szafki, garderobę. O piwnicy pomilczę.

Kontrola jest mniejsza, bo nie zawsze mam prawo decydować o rzeczach innych osób, bo też niektóre przydasie naprawdę przydają się, tak jak ubrania, do których trzeba dorosnąć, ubrania na inną porę roku, zabawki jeszcze nie na teraz.

No i więcej obowiązków. Czyli ja sobie patrzę na tę moją kuchnię i mówię: nie, basta, tak nie będzie, wyciągam wszystko i przeglądam, układam, wyrzucam. A potem nie ma na to czasu. Na ogół nie robię tego za dwa dni tylko raczej za miesiąc od pierwszej myśli.

A o tym, jak jednak znaleźć czas na wielkie przeglądy rzeczy nawet z dziećmi w domu, pisałam tutaj. Nie wiem czy wiecie, ale wiele osób, dających porady innym, daje porady, których oni sami najbardziej potrzebują. Dla jednych to brzmi jak hipokryzja (ty tego nie robisz, a mi każesz), a inni cieszą się i radują, bo prezentowane rozwiązania pochodzą z prawdziwego doświadczenia prawdziwego człowieka.

Ten tekst piszę właśnie teraz, bo właśnie ostatnio udało mi się intensywnie i owocnie porozmawiać z naszą garderobą. Jest to miejsce, w którym mamy ubrania i buty naszej czwórki, w tym ubrania na inne pory roku, dokumenty, moje książki, torby i walizkę, torby i plecaki na komputery, plecaki na wycieczki, końcówki i worki do odkurzacza, papier pakowy i torby prezentowe, pościel, obrusy, deskę do prasowania, zszywacz i zszywki, nitki, część gier i książek dzieci (których szkoda pozostawić w ich pokoju Młodszemu na zniszczenie), kapelusze nad morze i pewnie coś jeszcze…

Ta garderoba mnie denerwuje, bo po pierwsze: rzeczy przybywa.

Po drugie, chyba z osiem razy w roku przewalam wszystkie ubrania Chłopców, bo wyrośli, bo nowa pora roku i trzeba to wszystko przejrzeć (a ubrań dla nich mam z zapasem, bo dostaję po znajomym Chłopcu, za co jestem wdzięczna, O&D&I 🙂 ).

Na ogół, kiedy najdzie mnie na przegląd rzeczy w domu, garderobę dzielę sobie na kilka części i nie robię wszystkiego jednego dnia. Nawet jedna część to istna kopalnia, pełna decyzji do podjęcia, od których zaczyna boleć głowa.

Tym razem miarka przebrała się. Mimo przeglądów po kawałku, całkiem niedawno, coś tam mocno nie grało. Chciałam doprowadzić to miejsce do takiego stanu, żeby nie drażniło mnie i żebym następny raz musiała tam głębiej zajrzeć dopiero jesienią, by wyciągnąć cieplejsze ubrania dla Chłopców.

Jeśli dostrzegacie tu lekko chorą potrzebę kontroli – noooo, tak jest. Tak mam. Pewnie można o tym mówić i jako o plusie, i jako o minusie. Trochę się z tego leczę, ale przyznaję, że pewien poziom ogarnięcia jest mi potrzebny do dobrego samopoczucia. A może to jednak normalne?

Do rzeczy. Co zauważyłam podczas tych i wcześniejszych porządków, co może Wam się przyda.

Elo, elo. Czy ta babka nie pisze nam tu elaboratu o… banałach? Każdy przecież szafę ma i może ją sprzątnąć! – Kochani, wiele bym dała, żeby piętnaście, dwadzieścia lat temu wciąż istniało takie podejście do Życia, w którym dziewczynki uczono, jak być żoną, mamą i królową domowego ogniska (tudzież sprzątaczką, kucharką i praczką). Wiem, że to nie jest trendi, bo trendi jest odnosić się do mężczyzn bez szacunku (bo czy ktoś tych chłopców wychował na mężczyzn?), jeść hormony i zostać #girlbossfirmajestkobietąbiznaszpilkachwsukiencezeszminką. Ale jeśli chcesz w swoim życiu zmieścić coś takiego jak ciepły dom i w miarę wytrzymująca ze sobą rodzina, to ten dom i ta rodzina będą częścią Twojego życia, dnia, obowiązków, doświadczenia. I chciałoby się umieć to zrobić dobrze! Nawet jeśli tylko dla siebie, w przypadku gdy wyraz służba wywołuje u kogoś odruch wymiotny. Dla siebie dobre jedzenie mieć, ładny, czysty dom i jak najmniej nieporozumień z bliskimi. Chciałoby się umieć zrobić to dobrze. Tylko trudno rąbać drewno, kiedy niemal nie widziałeś, jak ktoś inny to robi, no i nie masz siekiery. Trudno robić dobry dom i dobrą rodzinę, kiedy nie widziałeś, jak to się robi (bo mama albo nie robiła, albo robiła, ale Ty byłaś w szkole albo na angielskim, albo czytałaś Rozdziobią nas kruki, wrony), kiedy nie masz narzędzi, a dokładnie to umiejętności, doświadczenia, nie znasz metod, technik albo nikt nie wyjaśnił, dlaczego coś robi się akurat tak, dlaczego to ma sens i działa. (To był wtręt z kategorii: kobiety, do garów)

Generalne porządki – podpowiedzi minimalistki

1 | Dwa podejścia do segregacji rzeczy

Kto kupił Upraszczacz życia (jeszcze do północy 5 czerwca jest w obniżonej cenie) i chciał rozpisać sobie plan oczyszczenia domu ze zbędnych przedmiotów, zauważył, że planując tę wielką robotę, dobrze jest założyć sobie, czy

  • wybieram rzeczy, które chcę zachować

czy

  • wyłuskuję to, czego nie potrzebuję.

Przy czym zaznaczyłam, że pierwsza metoda jest szybsza. Przynajmniej na pierwszym etapie 😉

Szybciej i łatwiej odsiewamy rzeczy, łapiąc w ręce te, których używamy, których potrzebujemy (paszportu i dowodu nie używasz, ale potrzebujesz), pozostawiając resztę na pastwę późniejszego rozdziału na oddać, sprzedać, wyrzucić i związanych z tym działań.

Ja tym razem właśnie z takim podejściem przejrzałam garderobę. Z wyciągniętych rzeczy wybierałam te, o których wiem, że są używane i one lądowały z powrotem w szafie. A żeby zabrać sobie z oczu rzeczy raczej niepotrzebne, oprócz worków typu oddać, sprzedać stworzyłam worek nie wiem. Żeby mieć w szafie to, co chcę tam mieć, a z rzeczami ze znakiem zapytania rozprawić się wkrótce.

Druga metoda to oglądanie każdej rzeczy i pytanie siebie, czy przypadkiem nie mógłbym się obejść bez niej. To też działa, ale wydaje mi się, że wtedy zostaje więcej rzeczy.

Wybór metody może zależeć od tego, ile przestrzeni chcesz odzyskać.

2 | Konmari czy nie konmari

Metoda Marii Kondo zyskała sporą popularność. Pewnie dlatego, że w jej książkach nie ma eseistycznych, humanistycznych rozważań na temat rzeczy, potrzeb, przywiązania, powodów gromadzenia, a jest bardzo konkretna metoda. Jeśli ufasz autorce, robisz krok po kroku według instrukcji i szybko masz efekt. Inna sprawa, czy to o ten efekt Tobie chodziło.

A tu link do książki Magia sprzątania.

Z tą metodą kojarzą mi się głównie dwa założenia: wyrzucenie wielkiej ilości rzeczy na raz na podłogę oraz podejmowanie decyzji wg kryterium sprawiania radości.

Co do wyrzucania wszystkiego na raz (lub rzeczy jednej kategorii z całego domu, jak radzi Marie Kondo), jak widać na moim przykładzie: czasem ma to sens i daje lepsze efekty niż dziubanie po jednej półce. Jednak jest to ogrom roboty, fizycznej, ale i psychicznej. Moim zdaniem tego typu przeglądy są dobre, kiedy czujesz, że nic innego nie działa. A kiedy wszystko gra i chcesz po prostu przejrzeć rzeczy, rób to po kawałku.

Kryterium decyzji. Nie jestem fanką tego spark joy – sprawiania radości. Brzmi atrakcyjnie. Ale czy jest praktyczne, czy pomoże nam skutecznie wybrać rzeczy, które chcemy pozostawić? U mnie to się nie sprawdza.

Radości nie wzbudzają we mnie rajstopy. Ani codzienne, grube, zimowe, bo opinają nogę i mają trochę sztuczności. No ale klimat jaki jest każdy widzi, i rajstopy noszę. Ani nie sprawiają mi radości sztuczne, cienkie, duszące rajtopeczki, które jednak trzymam w szafie, bo pewnie kiedyś znowu trafi się jakaś impreza, na której trzeba będzie wyglądać: ślub, chrzciny czy co tam. Mogłabym kupować nowe rajstopy na każdą imprezę i po niej je wyrzucać, bo nie sparkują dżoja. A jednak z szacunkiem do rzeczy, pieniędzy, pracy i planety – nie wyrzucam.

Radości nie sprawiają mi rachunki z pegenige, umowy ani gwarancje. Nie wyrzucam.

Radości nie sprawiają mi nawet niektóre książki. Ale znając ich temat, domyślam się, że przyjdzie czas, kiedy spodobają mi się lub będę ich potrzebować. I że mało gdzie indziej mogę tę wiedzę znaleźć, nawet jeśli dziś forma mi nie pasuje. Nie wyrzucam.

Wiem, że w swojej drugiej książce Marie Kondo doprecyzowała to pojęcie sprawiania radości, tłumacząc, że szczotka do czyszczenia sedesu sprawia Ci radość, bo radość sprawia Ci czysta toaleta. No ale serio, sprawia Ci radość ta szczota? Takie dumanie naprzód i naookoło komplikuje proces. Cienkie rajstopy nie sprawiają mi radości. Wywalam. A nie, zastanów się, czy wydarzenia, na które je zakładasz, sprawiają Ci radość. No tak. No to nie wyrzucam. Pokręcone.

Dla mnie są dwa kryteria: czy rzecz jest regularnie używana lub czy rzecz jest potrzebna.

Jeśli bluzka jest fajna, ale jakoś od półtora roku jej nie nałożyłaś – ja bym ją usunęła.

Jeśli nie używasz recepty na okulary (czy jak to się nazywa ten świstek, na którym napisane masz dioptrie), ale chcesz wiedzieć, jaką miałeś wadę wzroku przy ostatnim badaniu – ja bym nie wyrzucała (możesz też zapisać sobie to w jakichś notatkach zeszytowych lub cyfrowych albo zapisać zdjęcie).

3 | Radzenie sobie z rzeczami, które są zepsute lub niepotrzebne

Po przeglądzie rzeczy, są one podzielone na dwie części. Jedna, potrzebna, ląduje z powrotem w szafie, jak najsensowniej ułożona.

Sensowne ułożenie to m.in. przechowywanie rzeczy tam, gdzie się ich używa. Dlaczego do tej pory trzymałam zapasowe ryzy papieru w garderobie, a nie w szafce obok drukarki? Zmieniłam to.

Drugą część, rzeczy niepotrzebne (i zepsute), musimy jakoś usunąć z naszego życia (naprawić).

Podział będzie zależał od indywidualnej sytuacji, od tego, jakie rzeczy Ci zostały, czy zależy Ci na odzyskaniu jakiejś gotówki, byciu eko czy może wolisz szybko mieć to z oczu i z głowy. Ja podczas ostatnich porządków miałam wory z napisami:

  • do prasowania
  • do zszycia
  • zapytać Męża (rzeczy, których wg moich obserwacji raczej nie używa, ale ewentualne ich usunięcie, schowanie w głębi szafy lub wyniesienie do piwnicy oczywiście konsultuję)
  • do sprzedania/oddania
  • nie wiem (piękna kategoria, prawda? przyspiesza doprowadzenie szafy do pożądanego stanu, a niewiemy przeglądam i oceniam później, nie mieszając ich z rzeczami na sto procent potrzebnymi, ani nie zawieszam się pod ciężarem najtrudniejszych decyzji, gdy mam wszystko wywalone na środek pokoju, a czas leci)
  • a rzeczy, które ewidentnie nadają się tylko do wyrzucenia, wyrzucam od razu.
Sukienki poprasowane, dokupione, gotowe, Słońce, proszę.

To by było na razie tyle, jeśli chodzi o spojrzenie minimalistki na większe przeglądy i porządki w rzeczach. Mam nadzieję, że moje spostrzeżenia przydadzą się kilku osobom. Korzystajcie, oczyszczajcie, a w efekcie mniej sprzątajcie i wio do lasu czy inne krzaki 🙂

Zobacz też:

Jedna z ponad 40 stron Upraszczacza życia.