co musisz wiedzieć o telewizji, mediach, kulturze i człowieku - blog Slow nad happy

Co musisz wiedzieć o telewizji 📺 i innych mediach. I o Człowieku 🌍

Tak, stęskniłam się za starymi, dobrymi czasami, kiedy dzieliłam się z Wami na blogu swoimi przemyśleniami, często wywołanymi jakimiś świetnymi książkami. Pisałam po prostu o tym, co wydaje mi się ważne i co mnie porusza. Oraz o odkryciach. Rozmawialiśmy sobie o tym, co zakryte bywa. Wróćmy do tego od czasu do czasu!

Już wspominałam, że jestem w trakcie lektury książki z 1978 roku, Four Arguments for the Elimination of Television Jerry’ego Mandera. Wciąż jestem w trakcie lektury, wciąż mnie zachwyca.

To był być może jedyny przypadek, kiedy czytana książka spowodowała we mnie natychmiastowe działanie tu i teraz. Było to wyjście do lasu. Niby nic. Ale jaki Instagram, jaka blogerka, jaka książka albo jaki film przemówiły do Ciebie tak, żebyś zamknęła, wyłączyła, odłożyła, nałożyła buty i wyszła (lub zrobiła cokolwiek innego) natychmiast?

Tytuł książki mówi o czterech argumentach za eliminacją telewizji i to rzeczywiście jest jej oś, natomiast autor we wspaniały sposób pisze przy tym o Człowieku, tym moim ulubionym, przez duże C (albo Cz). Do tego posiada informacje i odnośnie wielu religii, i odnośnie procesów zachodzących w komórkach ciała. Ja takich ludzi uwielbiam.

Autor ma informacje z wielu dziedzin, potrafi je łączyć, zestawiać z własnym doświadczeniem i tak dzisiaj włożonym między legendy Zdrowym Rozsądkiem.

Mężczyzna, który jasno wykłada proces docierania światła do siatkówki oka, a jednocześnie szanuje, docenia i wierzy w, a raczej przekonany jest o istnieniu, bo doświadcza… intuicji, duszy, boskości, wszystkiego co nie-rozumowe, a przecież prawdziwe. Uwielbiam takich ludzi. A nie tak łatwo ich znaleźć!

Mężczyzna, który pisze, że debilami muszą być współcześni ludzie, skoro opierają swój pogląd na świat i życie na badaniach np. tych, mówiących, że mleko matki jest zdrowsze dla człowieka niż mleko krowy albo sztuczne. Debilami są ludzie, którzy w ogóle o takie rzeczy pytają, które takie rzeczy chcą badać. Ale wielu tego nie dostrzega.

Dobrze, niniejszym przechodzę do treści książki.

Blogerstwo AD 1978

Jerry Mander opisując świat, w którym nagle każda rodzina ma odbiornik telewizyjny, choć w technologii dużo słabszej niż dzisiaj, zauważa, że celem instytucji, firm, polityków, ogólnie: ludzi, którzy chcą przez to medium dotrzeć do mas, przestało być komunikowanie swoich racji, jest nim natomiast wpływ na media. Działania przestały być dobierane na podstawie wartości tych grup, tylko na podstawie tego, co spodoba się kamerom – co dobrze pójdzie w telewizji.

Czyli Instagramerka nie pisze do Was czego chce i kiedy chce, tylko dopasowuje częstotliwość, godziny publikacji, formę, a nawet treść do zasad gry pana Instagrama. Obcina, zmienia to, co chciałaby Wam przekazać. Po to, żeby w ogóle chwyciło, żeby w ogóle dotarło przez to medium do jakichś ludzi. Tylko to już może w ogóle nie przypominać tego, co chciała przekazać.

(Brak) Kontakt(u) z planetą

Jerry Mander wyjaśnia, jak krowie na rowie, i w wielu miejscach wraca do tego, że dla zdrowia psychicznego, dla zdrowia całego człowieka potrzebny jest kontakt z naturą. Z naturalnym środowiskiem – jego ukształtowaniem, zapachami, zmianami temperatury, ruchami powietrza… Od których odcięto nas w ogromnym stopniu we współczesnych miastach (a ile zmieniło się od 1978, kiedy autor to pisał!), a w jeszcze większym stopniu w biurach.

Biura deprywują sensorycznie istotę, jaką jest człowiek. Nie słyszysz ptaków, nie czujesz podmuchów powietrza, nie widzisz tego, co nasze DNA widywało od co najmniej tysięcy lat… Ewentualnie do Twojego pudełka przyjdzie kolega i jako jedyne coś zrozumiałego dla naszego człowieczeństwa, jako jedyne coś sensownego w tym pudełku, zostanie ofiarą ataku na tle seksualnym. Stąd, że dla wielu ludzi przez większość czasu jedyną naturalną rzeczą, którą widzą, jest drugi człowiek, wynika według autora obsesyjna koncentracja na mizianiu się na lewo i prawo. Bo Twoje człowieczeństwo nie może robić tego, co robiło przez lat tysiące, nie ma z czym tego robić, bo drzewa ni masz ni rzeki.

To jest tekst, który zaczęłam pisać i zapowiadać Wam… chyba w marcu.

Po czym zaczęłam być coraz bardziej świadoma ograniczoności czasu, a także swoich innych zadań, a także stopnia przerywania mi każdej czynności przez dzieci.

Zwyczajnie nie mam możliwości napisania tego tekstu tak dobrze, jak bym chciała, nie zawalając tego, czego nie chciałabym zawalić (domu, rodziny, snu, czasu dla siebie, zdrowia).

Dalszą część swoich notatek z lektury przepiszę więc bez okraszania ich szerokimi wyjaśnieniami i boskimi przykładami.

No to lecim. W miarę szybko, ale treść jest jak diament.

Człowiek potrzebuje kontaktu z planetą dla zdrowia, także psychicznego.

Autor pisze, że środowisko, w którym żyjemy, jest kontrolowane jak w dyktaturach z science fiction. Przywołuje analogie do Solaris Lema, Roku 1984 i Nowego, wspaniałego świata.

Pisze o sytuacji człowieka, odłączonego od planety, zmysłów, myślącego, że wszystko jest relatywne, że wszystko jest wymysłem umysłu (ten człowiek wierzy w coś, wierzy w istnienie gwiazd, a nie że gwiazdy istnieją obiektywnie), umysł jest jedyną rzeczywistością. O tak, to mocno dostrzegam.

Jak ludzie funkcjonowali dawniej? I jakim sposobem zostali niezauważalnie dla nich samych, bez oporu wmanewrowani w funkcjonowanie inne, dla kogo innego korzystne?

Dzisiaj wszyscy mamy np. wdrukowaną konkurencję, nie współpracę.

A skąd wielki, cholernie bogaty i ohydny przemysł farmaceutyczny ma leki? Z roślin. Dawni ludzie np. w Ameryce Indianie, wiedzieli, którą roślinę użyć na jaki problem. Wiedzieli, co ma zażywać kobieta, żeby był efekt antykoncepcji. Żule z tytułami zwani lekarzami, farmaceutami czy naukowcami nie odkryli sposobu na zrobienie, żeby dziecko się nie robiło. Oni tego nie wynaleźli. Oni łazili po lasach do tych Indian, brali od nich wiedzę, potem może sobie to usprawniali w bardziej przemysłowym procesie. Ale to nałukowcy byli debilami z zerem wiedzy mimo studiów i narzędzi, i maszyn, i kasy.

Potem i oni, i inni przemysłowcy zrobili kuku Indianom, bo zaczęli sprzedawać im swoje hormony, dzieci porywać do szkół, gdzie uczyli ich jakiegoś gie, i w końcu wyrosło pokolenie Indian indiańsko niepełnosprawnych, które nie znało swoich ziółek i musiało kupić od naszych przemysłowców. No i macie degradację, biedę, niewolnictwo czy siedzenie na socjalu ludzi, którzy półtorej pokolenia wstecz byli królami na swojej ziemi. U nas jest to samo, gdy ludzie bez wiedzy lub bez pracowitości jeżdżą ze wsi po zakupy spożywcze do miasta. To jest o nas.

Dalej jest opis przypadków pacjentów ze schizofrenią. Co oni mówią, co im się wydaje.

I nie ma wątpliwości, że telewizja robi dokładnie to, co mówią o niej fantazje schizofreników. Telewizor (zamieńcie na dowolnego jutuba czy instagrama) umieszcza w naszych umysłach obrazy rzeczywistości, które są poza naszym doświadczeniem. Powodują zmianę naszych uczuć i powodują zamęt w określeniu, co jest prawdziwe, a co nie. Cała rzeczywistość staje się mglista, istniejąca tylko w naszych umysłach.

Świat zewnętrzny to projekt ludzi. Wielu już nie odróżnia naturalnego od sztucznego i młodzież uważa, że wszystkie drzewa sadzili ludzie.

Bierzemy na wiarę to, co oglądamy – co nie jest naszym doświadczeniem.

Przyjmujemy na wiarę.

Publikuje się artykuły, które na podstawie przeprowadzonych badań nałukowych stwierdzają, że mleko matki jest zdrowe dla dziecka.

Nałukowcy odkrywają, że Księżyc ma na nas wpływ. Ludzie, w tym te miliony bez wykształcenia państwowego wiedziały to od tysięcy lat.

Dzieci mówią, że mleko jest z fabryki.

No ale czy Twoje widziało na żywo, jak rośnie papryka?

Gdy żyjemy, gapiąc się w tiwi, każda kolejna wizja, myśl, są (wydają się być) tak samo dobre jak poprzednie.

Wszystko jest arbitralne. Tivi (FB) jest guru, które mówi, ogłaszając i stwarzając rzeczywistość. Taka influencing machine.

Przypomnę tylko, że tytuł książki brzmi Four arguments…, a to wszystko co wyżej oraz wiele więcej, czego nie streściłam, to dopiero pierwszy argument.

No i to jest książka, która zmusiła mnie do odłożenia niej samej i wyjścia z domu do lasu.

Tak, sytuacja jest naprawdę dramatyczna. Tzn. była taką już czterdzieści i więcej lat temu.

Drugi argument.

Powstały monopole, które nas od siebie uzależniają (masz alternatywę dla pge czy pgnig, czy ludków, którzy dostarczają Ci ciepłą do kaloryferów, wody?) i po prostu mają władzę np. w energetyce, transporcie.

Dlatego:

  • rąb ciężki przemysł siekierą i myj naczynia ręcznie, a jeśli masz własny dom, postaraj się o studnię (nie musi być to dziura z wiadrem ze starych filmów, tylko dziura z pompą, która na końcu, zużywając trochę prądu, daję Ci wodę do kranu jak w XXI wieku przystało)
  • rąb przemysł energetyczny, paląc mniej światła. Wstawaj ze słońcem i jak najwcześniej się kładź, jeśli w dzień potrzebujesz wziąć coś z łazienki i możesz to znaleźć, nie włączając światła – nie włączaj; niech poczują się niepotrzebni
  • pierz ręcznie, omijając ciężki przemysł pralkowytwórczy, trasport tegoż oraz prądorobów
  • jeździj rowerem, omijając koszty paliwa, jeździj z trzecim palcem wystawionym do systemu.

Ten mądry pan pisze, że do mycia ciała i przedmiotów przez tysiące lat ludzkość używała naturalnego błonnika/włókna lub utwardzonych naturalnych tłuszczy (tak jakby że mydło marsylskie?). Jakby przyszli do nich domokrążcy z JohnsonJohnson czy innego Persila, ProktoraGambela, to… pogadaliby, ale produkty olali. Po co płacić za coś, co masz? Po co kupować nóż do krojenia, kiedy masz nóż, który kroi?

Ta chorutka cywilizacja usiłuje zrobić coś z czegoś bezwartościowego, tak jak teraz Internet pierdzieli o dodawaniu wartości (choćby panowie z TheMinimalists, znajdźcie u nich dłuższy tekst lub 15 min gadania bez słów add value), potem trza stworzyć na to coś potrzebę i kosić hajs.

Telewizja (wstawcie inne media) koncentruje ludzi na wydarzeniach mocno poza ich życiami (biegunka polskiego internetu z okazji też zmyślonych problemów z czarnoskórymi w USA), zachęca do pasywności, zniechęca do samoświadomości i zdolności radzenia sobie samemu, osobiście i własnoręcznie (dziuńki piszą petycje do jakichś dziumków na stołkach) – obie te kwestie dla ludzi niedobre, okażą się dobrymi dla reklamy, przygotowują grunt do wciskania nam… czegokolwiek.

Tiwi pokazuje to, co pasuje stu korporacjom (ad 1978, ile to jest dzisiaj po różnych połączeniach? Trzy?).

Telewizja jest czymś niewiele więcej niż narzędziem tych firm. Bez telewizji te firmy nie miałyby takiej siły i kontroli.

Nasza cała kultura i fizyczny kształt naszego środowiska, tak samo jak nasze umysły i uczucia, zostały skomputeryzowane, linearnie uporządkowane, uprzedmieściowione, zautostradyzowane i zapakowane na sprzedaż.

Trzeci argument.

W 1977 roku mówiono o dzieciach zombie, nieradzących sobie w życiu i z czasem wolnym. Co mamy powiedzieć dzisiaj?!?!?!?

Nasza kultura ma obsesję na punkcie umysłu. A człowiek to coś więcej.

Autor wyjaśnia dokładnie naukowo i technicznie, jak obraz wchodzi do człowieka.

Telewizja (i każde inne medium) ma swoje techniczne ograniczenia, za którymi idzie przeformowanie treści i jej ograniczenie.

Podczas gdy oglądamy lasy Borneo, nie doświadczamy lasów w naszym sąsiedztwie, lokalnej dzikiej przyrody czy nawet pobliskich parków. Kiedy nasze doświadczanie lasów ograniczania się do lasu z telewizji (instagrama), nasza troska o lasy, jakiekolwiek lasy przechodzi w stan uśpienia z braku bezpośredniego doświadczenia.

Telewizja osiąga coś, co w prawdziwym życiu byłoby niemożliwe: ukazuje produkty jako bardziej żywe niż ludzi.

Śmierć jest o wiele lepszym przedmiotem dla telewizji niż życie (pokazuje się ścięte drzewa i ciała na wojnie).

Natomiast drzewa i wietnamska kultura w telewizji tylko usypiają ludzi. Czyli forma telewizji wpływa na wybór treści.

Dlaczego w telewizji (i innych mediach) produkty są atrakcyjniejsze, nawet bardziej prawdziwe i żywe niż ludzie, zwierzęta, sztuka, przyroda, las, drzewo? Dowiecie się z lektury.

Ot, chociażby Cadillac się zmienia oraz można go zrozumieć, tu i teraz. A żona się zmienia. Ups. Punkt dla kupy metalu.

Autor przedstawia świetny przykład fake news, prowadzących do decyzji politycznych (ad 1978).

Tyle udało mi się znotatkować, choć prawdę mówiąc, można by niemal całą książkę pomazać zakreślaczami i to nie byłaby przesada.

Książka jest mocna, wali w łeb jak cegła, a autor nie tralalala o trelach ptaków, tylko o tych trelach i ich wadze mówi, posiłkując się konkretną wiedzą z zakresu religii, psychologii, biologii, chemii, ekonomii i czego tam jeszcze.

Jerry Mander, Four Arguments for the Elimination of Television

Po – Le – Cam.