How not to kill your husband - a marriage guide by a minimalist woman and mom

Jak nie zabić męża swego 🧔🏻 czyli Poradnik Małżeński 💗 Pani Strzelec

Czasem w nieoczekiwanych momentach wpadają mi do głowy pomysły na teksty, porady albo obserwacje w jakimś temacie. Tak było i tym razem, jako że rodziny chcąc nie chcąc są teraz bliżej ze sobą, ciaśniej, dłużej, do tego z utrudnionym dostępem do wentyli bezpieczeństwa w postaci siłowni, spacerów nawet, kawiarenek, odwiedzin czy spotkań.

Tak było i tym razem. Zapisałam w punktach, co chcę Wam przekazać, ale gdzie zapisałam – pewnie dowiem się przypadkiem za siedem miesięcy. Zniknęło. Nie ma. Nie wiem, gdzie to pisałam. Nie pamiętam nawet, czy długopisem, czy na ekranie. Tworzę od nowa.

Wstępem niech będzie to, że od roku, dwóch lat może szczególnie doceniam, kocham, dopieszczam i wgryzam się w coraz mniej eksplorowaną w dzisiejszej kulturze sferę płci, rodziny i małżeństwa dozgonnego jednej baby z jednym chłopem.

Jak więc przetrwać ze swoim Jedynym, Rycerzem, tym, którego tak kochałaś, pragnęłaś, uwielbiałaś, którego wybrałaś, za którym tęskniłaś, gdy nie odpisywał od trzech minut albo gdy po weekendzie praca rozdzieliła Was na dziesięć godzin? Jak teraz tego dziada nie zabić albo siebie nie zastrzelić, ani dzieciom nie pokazywać brzydkiego przykładu? – Wypowie się ekspert związkowy, Pani Strzelec, wszak z 9+ latami małżeństwa przebijam dzisiaj pewnie połowę ludzi z mojego pokolenia. Dodam, że mieliśmy także dłuższe okresy pracy w absolutnie nienormowanym czasie, będąc ze sobą razem, obok siebie długo, we wzlotach i w problemach, i w jednej przestrzeni, znaczy po prostu w pracy w domu z dwoma dzieciami w wieku typu od noworodka do roku i trzech lat. (Nie polecam).

1 | Nie narzekaj. Chwal.

Nie bądź tą zrzędzącą żoną. Stres wpływa negatywnie, jędzowatość robi nadmierne zmarszczki, a złość piękności szkodzi. Jesteście drużyną. Życie czasem nie jest różowym obłoczkiem, więc chociaż w domu, z najbliższą, ponoć ukochaną osobą, nie urządzajcie sobie jatek.

Spróbuj eksperymentalnie przez tydzień nie mówić mężowi co robi źle (ani jemu, ani innym ludziom). Co by to nie było (nie mówię tu o patologii), zostaw to. Chyba że to te przesławne skarpety – te możesz podnieść, tak, i wrzucić do kosza na pranie.

Ile ja lat potrzebowałam, żeby zrozumieć, że nasze drugie pół to nie jest ksero naszej jaźni tyle że w odmiennej płci! To jest zupełnie oddzielny człowiek i nigdy nie będziemy we wszystkim się zgadzać, jednakowo myśleć, jednakowo oceniać zdarzenia, sprawy, a nawet ważność spraw. On nie myśli, nie musi myśleć i nigdy nie będzie myślał dokładnie tak jak ja, widział wszystkiego tak jak ja, uznawał słuszności tego, co ja uważam za słuszne w danym momencie (umyć dzieci ale w tej chwili i dokładnie w taki sposób jaki ja uważam za słuszny).

Więc zostaw nieporozumienia i jego złe zachowania. Chociaż eksperymentalnie na tydzień.

Nawet jeśli wierzysz w poetyczną miłość romantyczną i jesteś bluszczo-hubą, to zauważ, że i tak ten bluszcz nie wije się wokół bluszczu ani huba na hubie nie rośnie (chyba?). Się różnicie się.

Za to chwal. Eksperymentalnie na siłę nie dostrzegaj rozsypanych okruchów, skarpet, niezorganizowania i czego tam jeszcze, za to na siłę zauważaj, że coś jednak zrobił dobrze, że w ogóle zrobił, że ma jakieś fajne cechy, nawyki, sposób myślenia, że w ogóle jest obok!

2 | Nie oczekuj.

Ten punkt to gorzka gorzkość, ale może lepiej wiedzieć niż chmurać głową w chmurach, a potem nagle zaryć twarzą w beton. Ja zarywałam i długo na tym betonie leżałam, więc już trochę się nauczyłam. Niestety nawet od bliskich osób, a raczej od sytuacji z udziałem osób, nawet tych bliskich, nauczyłam się prostej i jak bejsbol subtelnej prawdy życiowej: umiesz liczyć, licz na siebie. Tylko tego, co sama masz zrobić, możesz być pewna. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. I tak dalej.

Przestań oczekiwać od męża zbyt wiele. Skoro, jak już mówiliśmy w punkcie wyżej, przywiązujecie różną wagę do różnych spraw, bo nie jesteście swoimi kserówkami w różnych ciałach, pogódź się z rzeczywistością. Być może on nawet nie zauważa sprawy, która dla Ciebie urasta do nie wiadomo jakiej rangi.

Rozmawiajcie, komunikujcie swoje potrzeby, dogadujcie się, to jasne. Ale w miejscach, w których widzisz, że niczego nie zdziałasz, nie uciekając się do metod, do których uciekać się nie chcesz, odpuść. Zrób sama. Abo zaakceptuj, że coś nie będzie zrobione po twojemu.

3 | Bądź ideałem.

Co bym nie mówiła w dwóch pierwszych punktach, nasza podświadomość, wyszkolona na komediach i tragediach romantycznych od Szekspira i Świtezianek w malinowym chruśniaku po Maćka Zakościelnego, będzie oczekiwała. Że on Rycerzem-wg-naszej-definicji-Rycerza będzie. I nawzajem. On też oczekuje.

Więc jeśli wymagacie, wymagajcie najpierw od samych siebie.

No bądź idealna. Staraj się. Wyczaj na czym mu zależy i to rób, i tak rób.

Robiąc takie wyczajanie możesz też wyłowić sfery, w których robiłaś dużo dla niego, a jak się przyjrzysz, zobaczysz, że jemu akurat na tym nie zależy. Jeśli i Tobie ta sprawa jest raczej obojętna, spuść tu z tonu. Tu może chodzić o malowanie paznokci lub uszu, poziom wysprzątania jakiejś części domu czy częstotliwość mycia dzieci. I masz mniej roboty!

4 | Podzielcie się obowiązkami, ale niekoniecznie tak, jak myślisz.

Jestem ogromną, OGROMNĄ zwolenniczką uzupełniania się, wspierania i grania do jednej bramki, a nie konkurowania. Przynajmniej w małżeństwie, choć ciekawe, czy można by to zastosować np. w biznesie, w społeczeństwie w ogóle.

Uzupełniać się możemy wtedy, gdy ja zrobię lewe, a on prawe, gdy ja zrobię rano, on wieczorem. Gdy oboje włazimy na siebie rano, smarując te same kromki tym samym masłem przy użyciu tego samego noża to zaczyna być już konkurencja, a nie swobodne uzupełnianie.

Ja jestem zwolenniczką podzielenia się obowiązkami, czyli odpowiedzialnościami, czyli sferami działania. Nie uwielbiam dzielenia się tymi samymi obowiązkami w różne dni, że każde gotuje w przypisane sobie dni, że on odkurza we wtorki, a Ty w soboty, a zakupy robicie na zmianę. Nie uwielbiam, bo nie zaobserwowałam, żeby to gdzieś u kogoś działało.

O wiele lepiej jest podzielić się sferami działania. Przykładowo Ty odpowiadasz za stan podłóg, mąż za wieczorne mycie i ubieranie dzieci. W każdy dzień tygodnia w każdym tygodniu i miesiącu.

Omijają Was te kłótnie, że we wtorki on zmywał podłogi i zmył, Ty zmywasz w soboty, a jest środa i jest brudno. Czy to brudno z wtorku czy to nowe-środowe – a jeśli tak, to wtedy co? I tak, to jest absolutna bzdurka. A jednak potrafi wywołać emocje. A jeśli takich bzdurek macie ileś, ileś, kilkadziesiąt każdego dnia?

Weź też pod uwagę, że każdy ma inne standardy i metody. Każdy zmyje tę podłogę inaczej i będzie gadanko, jak trzeba to robić i dlaczego Ty robisz gorzej.

O ile spokojniej jest, gdy podłoga jest Twoja. Niby sobie planujesz myć ją we wtorki, ale jeśli akurat jest czysta… wtorek możesz mieć wolniejszy. A jak się wyleje, wysypie, zaklei – nie idziesz licytować się z mężem, tylko zmywasz. A on robi sto procent na swoim poletku.

A o ile sprawniej i lepiej robione są zakupy (wpisz dowolny inny obowiązek), kiedy odpowiedzialna jest za nie jedna osoba! Oj, ja to wiem. Poobserwujcie zresztą rodzinę swoją i swoją dalszą czy dowolną, do której codzienności macie trochę wglądu. Kiedy jedna osoba jest za coś odpowiedzialna, w końcu zaczyna wypracowywać sobie systemy, aby robiło jej się to lżej, a jednocześnie żeby efekt był jak trzeba. U mnie tak się zadziało właśnie z zakupami i jestem w tym siedem miliardów lat świetlnych przed spontanicznymi spod znaku raz, dwa, trzy, dzisiaj wypadło na ciebie.

Wciąż oczywiście jest u nas pińcet sfer działań, w których jest jak jest, a nie bosko. Życie.

To jest też punkt, w którym możecie wykorzystać naturalne predyspozycje płci. Bo takie są! No facet piersią nie nakarmi, a babka nigdy nie pobiegnie maratonu jak men. Z oczywistości: mężczyzna ma silniejsze mięśnie ramion, kobieta ma większą empatię, zdolność rozumienia innych Ludzi. Z nieco mniej oczywistych: mężczyzna ma większą odporność na stres, kobieta widzi szerzej (w lodówce i w szafkach!). Jeszcze bardziej hardkorowo (z punktu widzenia wyłącznie naszej kultury, bo dla większości i dziś, i w dawniejszych czasach to oczywistość jak dwa i dwa jest cztery): mężczyzna wytrzyma więcej pracy fizycznej i konkurencji w pracy, kobieta jest mistrzynią w ogarnianiu potomstwa i przystani, jaką jest Dom.

5 | Spuść laska z tonu.

Ja wim, że wychował Cię feminizm, ja wim, że #girlpower i #girlboss, ależ jednakowoż od czasu do czasu złap zdrową perspektywę. Odłóż na bok należy mi się, mogę, bo tak. Zobacz, że on też jest Człowiekiem. Nie gorszym. Nie jest Twoim niewolnikiem, ani sługą, ani złoczyńcą, ani konkurencją, ani nie robisz mu łaski, że z nim jesteś. Szanuj siebie, ale drugiego Człowieka też. A jeśli pindrzyłaś się na biało na ślub kościelny to w ogóle przypomnij sobie słowa w stylu sługa, służba (kole w oczy, wiem).

Służba kole, ale tydzień bez narzekania na męża, za to z chwaleniem i docenieniem dasz radę zrobić!