niech otworzą szkoły - blog mamy edukacja domowa

Niech otworzą szkoły, czyli o tym, że podstawowa funkcja szkoły jest podstawową funkcją szkoły

Moi Drodzy,

znajdujemy się na stronie SLOW and Happy, więc mam nadzieję, że zrozumiecie, że czasem mogę w listopadzie opublikować tekst napisany… z początkiem czerwca.

Zresztą wiecie, że to co piszę, to bardzo rzadko są heheszki z aktualnych i jednorazowych wydarzeń, tylko mówimy ciągle o różnych możliwościach patrzenia na życie i wartości w ogóle.

Zatem tekst z drugiego czerwca, czyli czasu, gdy dzieci szkolne siedziały (lub skakały) w domach już ponad dwa miesiące.


Od lat nie oglądam telewizyjnych programów informacyjnych, serwisów internetowych o tej tematyce nie otwieram. Nie wiedziałam nawet przez jakiś czas, że pani premier została zamieniona na pana premiera. W domu Mąż też Wiadomościami mi przestrzeni dźwiękowej nie truje. Jest zainteresowany tym, co w newsach, ale ma swoje źródła, nie państwowe i nie lewoskrętne.

(Jeśli chcesz wiedzieć, jak bardzo i w jaki sposób media robią nam bardzo źle, zajrzyj do tego tekstu).

Ale był u kogoś, u kogo akurat był włączony telewizor na jakichś oficjalnych informacjach. Rozmowa z przypadkowym mężczyzną, który wypowiedział się w państwowej tiwi, że szkoły to powinni już otworzyć, bo on nie ma już z kim dzieci zostawiać.

I teraz pragnę przypomnieć wniosek z mojego tekstu o tytule Podstawowa funkcja szkoły z perspektywy rodzica. Przyjrzałam się w nim różnym zadaniom, jakie można przypisywać szkole, temu, co ona ma zrobić z dziećmi. I doszłam do wniosku, że każde z tych zadań może z powodzeniem, na ogół większym niż szkoła, wypełnić rodzina czy inna forma, zależnie o którym zadaniu mówiliśmy. Wyszło na to, że nie ma sensu posyłać dzieci do szkoły dla nauczenia ich wiedzy, umiejętności, dla uspołecznienia i paru innych. Chyba że ktoś potrzebuje… przechowalni dzieci. Jeśli chodzi o skuteczność zadań, jakie ma spełniać szkoła, to jedno spełnia niemal w stu procentach wedle oczekiwań: przechowuje dzieci.

Smutne jest to, że rodzice tej funkcji szkoły potrzebują.

Pan zwykły, wywiadowany w tiwi, nie płakał nad tym, że jego dziecko podczas ograniczeń w funkcjonowaniu państwa nie będzie mogło uczestniczyć w eksperymentach na chemii, albo że pani od geografii nie sprawdzi wiedzy o kopalniach węgla w Brazylii, jak zrobiłaby to na kartkówce w klasie. Pan nie ubolewał nad tym, że jego dziecko traci kolejne tygodnie, kiedy mogłoby sobie, siedząc z kolegami na ławce w korytarzu, pooglądać filmiki z gołymi paniami i panami. Że mogłoby pograć na komórce na tym wfie, na który ojciec załatwił zwolnienie. Że mogłoby się bez komórek z kolegami spotykać, rozmawiać, uczyć współpracy, komunikacji i innych społecznych tereferów.
Nie. Pan powiedział jasno: już nie ma z kim zostawiać.

Dlaczego pan chce szkoły dla swojego dziecka? Do czego on chce tej szkoły? Co chcę, by ta szkoła zrobiła? – By przechowała.

Rok temu [od czerwca 2020, przyp. slow Autorka] nie znalazłam czasu, żeby usiąść i klepać w klawisze, ale miałam w głowie tekst pod tytułem: Jeśli jesteś rodzicem dziecka w wieku szkolnym, prawdopodobnie źle wybrałeś partnera. Bo rok temu nauczyciele strajkowali i też szkoły się zamknęły na jakiś czas. Komuś zaufałeś, z kimś miałeś umowę (dajesz hajs w podatkach, a szkoła działa zgodnie z ustawą tą i tą), liczyłeś na to, że szkoła będzie wykonywała swoje zadania, bo tego potrzebowałeś, uwzględniłeś w swoim życiu, że ten element będzie działał, wg tego wszystko planowałeś, a tu pierdut. Płacisz dalej, a druga strona umowy nie wykonuje. A że sprawa dotyczy państwa, to i o alternatywę trudno.

Ale właśnie ja krzyczę do Was o otwarcie czaszek, powychodzenie ze schematów w dziesiątkach i setkach spraw większych i mniejszych. O wydłubanie sobie alternatywy, choćby wymagałaby to wykonania bez upadku skomplikowanego tańca na siedmiu centymetrach kwadratowych śmiesznych kamyczków.

W pierwszym momencie wszystkie alternatywy wobec tego, co „wszyscy” wydają się jak głupi, trudny i śmieszny taniec przed nieprzychylną widownią, ale im głębiej w to wchodzisz, w im większej liczbie spraw idziesz swoją śmieszną drogą, tym łatwiej, a potem przechodzisz taką niewidzialną granicę, za którą masz luz do potęgi sto i milion.

Także jak znajdziecie tego przeciętnego człowieka z tiwi to powiedzcie mu, że może sobie inaczej zorganizować życie. To nie zrobi się samo. To może wymagać nakładów pracy, pieniędzy, niekomfortowych dla naszego psyche zmian. Ale jeśli pan uważa, że powinno być inaczej, to znaczy, że aktualna sytuacja go uwiera i chciałby być w lepszej sytuacji. Niech ją sobie zrobi. Skroi życie do własnych potrzeb, a nawet zachcianek.

Czego sobie i Wam życzę

Przeczytaj też: