Jak planujemy i organizujemy krótkie rodzinne wycieczki z dziećmi - blog mamy

Jak planujemy i organizujemy 🏞️ krótkie rodzinne wycieczki z dziećmi?

Czy jeździsz na takie minimum tygodniowe wakacje raz, maksymalnie dwa razy do roku? Ja też. Ale ponieważ świetnie czuję się na zewnątrz, w naturze [linki zaczną działać, kiedy przeniosę teksty ze starego bloga 🙂 ] i jak każdy, lubię przebywać w zachwycających miejscach, próbuję jakoś to sobie organizować i dzieciom dawać pomimo, że nie mogę przez pół roku być na szalonych wyjazdach.

W lecie staramy się z Mężem wykorzystać pogodę i raz w tygodniu pojechać gdzieś z Chłopcami. Raz jest to znane miejsce, innym razem nowe. Czasem wybieramy się niedaleko od domu, czasem jedziemy godzinę. Raz jedziemy na dwie godziny, innym razem na cały dzień.

Dzisiaj o tym, jak organizować podobne wypady, by pogodzić to z pracą, nie wydać fortuny oraz by i dorośli, i dzieci, byli zadowoleni.

Jak planuję i organizuję wycieczki z dziećmi tak, że się nie męczę?

To jest tekst z ubiegłego, ale o tej porze roku i w obecnej sytuacji bardzo aktualny.

1 | Kiedy?

Kiedy najlepiej wybrać się na taką wycieczkę?

Po pierwsze, sprawdź, kiedy wszyscy domownicy będą dostępni: kiedy nie pracują i nie mają innych zobowiązań typu umówione spotkania, zaplanowane poważne zadania.

Jeśli uda się znaleźć taki dzień poza weekendem, kiedy większość ludzi jest w pracy, czyli w ciekawych miejscach nie ma tłumów – wygraliście na loterii! Ja osobiście w długie weekendy niemal nie wychodzę z domu, a na wakacje jeżdżę w czerwcu lub wrześniu. Aspołeczna!

Upewnijcie się też, że nikt nie będzie tego dnia śmiertelnie zmęczony po wyjątkowo naładowanym zadaniami do późna dniu, ani że nie potrzebuje być super wypoczęty na dzień następny.

Po czwarte, sprawdzacie pogodę. Jeśli będzie taka, że mielibyście się umęczyć i zniechęcić – darujcie sobie i reszcie rodziny. Nadgońcie tego dnia inne sprawy, by móc wyruszyć w kolejny, ładny dzień.

2 | Dokąd?

Skoro jedziecie tylko na jeden dzień lub jego część i może jeszcze z dziećmi, nie wybierałabym się dalej niż godzinę drogi samochodem.

W poprzednim tekście pisałam o tym, że korzyści, które daje nam natura, bycie na zewnątrz, zwiedzanie świata, podróżowanie, możemy odczuć bez problemu nawet niedaleko naszego domu. Nie trzeba nie-wiadomo-jakich miejsc i sprzętu. Wystarczy, że wyjdziesz z miasta i wejdziesz do innego świata (drzew, patków, kwiatów, owadów, rzeki czy czego tam).

Jechanie więcej niż godzinę moim zdaniem męczy na tyle, że nie warto, szczególnie że poza jazdą nie planujemy leżeć w spa, tylko eksploatować się krajoznawczo. Moim zdaniem najbliższy las, taki zwykły będzie lepszy od super-lasu położonego dwie godziny od domu. (I to mówię m.in. po doświadczeniu długiego turkotania się do Kampinosu, by stwierdzić: las jak las, przy czym do naszego lasu mamy ze 2 km).

3 | Ile czasu chcemy/możemy tam spędzić?

Żeby przejść do następnych punktów, na przykład tego o jedzeniu, musimy wiedzieć, na ile planujemy wyjazd. Z małymi dziećmi planowanie daje na ogół lepsze skutki niż spontan.

To jak, godzina, dwie, pół dnia, cały dzień?

4 | Co będziemy robić?

Dojedziecie na miejsce i co? Wystarczy Wam i Waszym dzieciom plażowanie na plaży lub sam spacer po lesie, czy chcecie wziąć piłkę, badmintona, wiaderko z łopatą?

Wyliczcie sobie, co wybrane miejsce ma: ścieżkę spacerową, polanę do wybiegania się, plażę, plac zabaw, wodę do wrzucania patyków, miejsce na ognisko, ruiny do zwiedzania, wieżę widokową do wspięcia się na…?

Znając swoje dzieci, pomyślcie, czym możecie wypełnić czas tak, żeby dzieci nie nudziły się, nie marudziły, w aucie też.

Broń Broń nie mówię o przyjęciu roli animatora i oferowaniu dzieciom aktywności na każdą minutę wyjazdu. Jestem zdania, że patyki, ziemia i wyobraźnia to wszystko, czego trzeba dzieciom. (A czasem trzeba wafelków albo lodów, tę stronę też znam). Niemniej jednak znacie swoje i warto zaplanować się tak, by tych nud i awantur uniknąć.

Pomyślcie o aktywnościach na zapas, dla własnego spokoju na wyjeździe.

Aha. Kto daje tablety dzieciom w aucie, nigdy nie pozbędzie się dużego problemu – z mądrości Urszuli.

5 | Co zabieramy ze sobą?

W zależności od miejsca, w które się wybieracie i tego, co planujecie robić, może przydać się koc, parasol plażowy, olejek na słońce, chusteczki/ręcznik papierowy – i to wszystko, co przychodzi mi do głowy.

Dalej pomyślcie o obsłudze dzieci: pampersy? Ulubiona ostatnio zabawka do trzymania w samochodzie?

Jeśli wybieracie się w miejsce potencjalnie mokro-spodnio-genne lub macie dziecko na etapie odpieluchowywania, weźcie dodatkowe zmiany ubrań.

6 | Jak się ubieramy?

Inaczej, jeśli planujecie zjeść w restauracji w Kazimierzu, inaczej, jeśli planujecie dzieci ubłocić i okleić żywicą.

Jeśli idziecie do lasu, moja paranoja podpowiada: ubierzcie maluchy w odblaskowe kolory, wtedy łatwiej mieć je na oku.

Jeśli pogoda jest niepewna, weźcie coś cieplejszego na zapas, zawsze może przeleżeć w aucie.

Jak w punkcie wyżej: jeśli możecie mieć styczność z wodą, dla dzieci bierzecie milion zmian ubrań. Nie dwie. Sto-i-milion.

7 | Jedzenie

Pomyślcie o czymś, czemu nie przeszkadza przebywanie poza lodówką, co się nie leje, nie klei, nie brudzi, jak najmniej kruszy.

Na krótkie wycieczki same kabanosy.

Na dłuższy czas też kanapki, drożdżówki (albo ciasto drożdżowe pokrojone na kromki), paluszki, owoc, jeśli nie robi niedobrze Wam i dzieciom (a robi trochę, robi 🙂 ).

Do tego woda w używanej wiele razy butelce, bo chyba nie jesteście tak gupi, by dzieciom kupować ciągle nową wodę w plastikowych butelkach po pół litra? Przynajmniej ja mam w domu takie szalone udogodnienie, że normalnie mam wodę w kranie, nawet w dwóch kranach, i ona jest zdatna do picia, a jeśli chcę, to mogę przelać ją przez filtr i z filtra do butelki, która ma wiele miesięcy i ja ją… myję. Też macie krany w domach?

A jeśli przeżywacie akurat listopad o nazwie maj albo jak ostatnio – listopad o nazwie lipiec, możecie zabrać do termosów kawę i herbatę, by marznąć tylko od zewnątrz.

No to w drogę! My w to lato zaliczyliśmy już nasz las wiele razy, Otwock Wielki kilka razy, leśny park zabaw w Pomiechówku, dwukrotnie plażę w Kałuszynie, jakiś rodzaj mini zoo z jeleniami w Cyganówce, w okolicach Wilgi, jakiś inny las, rezerwat nad Wisłą i… może jeszcze o czymś zapomniałam. Nie wspominając o wojażach chłopów moich bez matki.

P.S. Sorki za to powtórzenie w tytule, że rodzinne i z dziećmi. Jeśli dla Ciebie to zbędne powtórzenie, bo rodzina i obecność dzieci są dla Ciebie raczej tym samym – ściskam i przytulam. Ale nie dla wszystkich to oczywiste. W dzisiejszej kulturze nie ma miejsca na Boga, to wiecie. A zauważyliście, że na rodzinę też nie? To się przyjrzyjcie, poobserwujcie. To jest zadanie domowe ode mnie. Bo czy na przykład babka z psem to rodzina? Albo dwóch panów współlokatorów czy to rodzina? Albo czy firma to rodzina, bo ma kulturę i wycieczki, i owocowe poniedziałki?