plusy pandemii 2020 - blog mamy minimalistki

Plusy sezonu grypowego 💐

Duże media są od tego żeby straszyć ale my możemy tworzyć własną, inną narrację. O to co dobrego ten dziwny czas przyniósł mojej rodzinie.

1 | Jemy jeszcze zdrowiej.

Szczególnie na samym początku nowej sytuacji, kiedy jeszcze nikt nie wiedział, które informacje odbierać jako prawdziwe czy fałszywe i w jakiej skali, postanowiłam, na ile dam radę, wzmacniać odporność mojej rodziny.

Jedliśmy więc przykładowo długo gotowane, pełne przypraw i ziół rosoły. Do większości potraw do tej pory dodaję kurkumy i imbiru. Staram się, byśmy jedli jak najwięcej pełnowartościowego pokarmu, a jak najmniej produktów, które mogą szkodzić.

2 | W końcu przyjmujemy suplementy.

Wiecie jak to jest z witaminkami i różnymi superfoodami. W pierwszej fazie po zakupie przyjmiemy je regularnie, ale ta faza na ogół szybko się kończy. Produkty być może pełne zdrowia stoją na blacie, patrzą na nas, a my ich unikamy, unikamy wprowadzającego w poczucie winy patrzenia na nie.

No niestety sam zakup, samo wydanie pieniędzy na witaminki i postawienie ich w kuchni nie działa na nasze ciało. Trzeba jeszcze regularnie je brać, a to dla niektórych typów charakterów jest trudne. A wzięcie suplementu do końca niemal niewykonalne. Więc wykorzystajmy sobie to rzekome podwyższone zagrożenie zdrowia jako pretekst do wzmocnienia swojego ciała tak, jak już to od dawna planujemy, tylko czasu, okazji albo konsekwencji brakło.

Zdeterminowana, by wzmocnić swoje zdrowie i odporność, zaczęłam brać swoje suplementy regularnie i wykańczać buteleczkę po buteleczce, pudełko po pudełeczku.

Używam wyrazu suplementy, ale chodzi mi tu i o rzeczy, co do których sobie nagle wymyślicie, że chcecie je brać, i takie ze sklepu, i te naturalne. W moim przypadku są to przede wszystkim witaminy, których niedobór po prostu u mnie stwierdzono.

3 | Zajadamy dużo dobrego domowego jedzenia.

Niby od dawna już są u nas codziennie obiady ale teraz jakby gotuję bardziej.

Od tego miesiąca z kawałkiem wszystkie posiłki je z nami też Mąż. A dzięki jego obecności w domu łatwiej jest mi dać sobie więcej czasu na przygotowanie dobrego jedzenia, bo dzieci mają drugiego rodzica, do którego mogą pójść z różnymi swoimi sprawami. Także więcej rosołków, zawsze porządne drugie danie, nieraz ambitniejsze śniadania albo kolacje. Zdarzyło się domowe ciasto, a teraz piekę bułki. Po raz pierwszy w swoim życiu. Kiedyś już upiekłam chleb. Raz.

Zobaczcie, jaką odpowiedzialnością jest coś tak zwykłego, codziennego, częstego i nudnego jak przygotowywanie posiłków swojej rodzinie. Przecież to jest to, co jacyś ludzie poza Tobą zjedzą, z czego zbudują swoje ciała, czym się karmią. To są wszystkie wartości odżywcze, jakie oni dostaną – to, o czym osoba gotująca w domu zadecyduje, o czym pomyśli, co przygotuje i z jakich składników. To jest odpowiedzialność, to jest misja. Odpowiadasz za ciała, za zdrowie, takż mentalne i emocjonalne innych ludzi.

4 | Jemy mniej słodyczy.

Dzisiaj już chyba każdy wie, że dobrze byłoby nie jeść słodyczy, w ogóle jedzenia przetworzonego, cukru białego i tych strasznych tłuszczów roślinnych. (Ale może razem ze mną trzymacie kciuki, że jacyś nałukowcy to jeszcze zdementują 😉 ). A o zmiany trudno.

Ja znowu tutaj wykorzystuje tę dziwną sytuację jako pretekst. Że może trzeba ostro oszczędzać, może trzeba ostro dbać o swoje zdrowie w związku z tym co się (nie)dzieje. Więc ja po prostu nie kupuję słodyczy, więc u nas w domu nie ma słodyczy od jakiegoś czasu. Nie wiem, ile wytrwam. Jestem gotowa rzucić to w każdej sekundzie 😉 , ale do sklepu chodzę raz w tygodniu. Wiem, że jestem o ileś dni wolniejsza od tego obciążenia organizmu, jakim są niefajne substancje i jestem też o parę złotych do przodu.

5 | Można jeść szczypior.

Skoro jesteśmy w tematach kulinarnych, no to proszę bardzo. Jest wiosna, chce się witamin, mamy zarządzone 2 metry social distancingu.

Szczypior, cebula czy pan czosnek dla zdrowia mozna zajadać każdego dnia.

6 | Trochę rzeczy jest w promocji.

Kryzys, kryzys, oszczędzamy,

papieru do pupy mało zużywamy.

Okazuje się że wszyscy rzucili się na te ryże i makarony, a zapomnieli o dobrach luksusowych, tych nie sypkich i z krótką datą ważności. I już kilka dni po rozpoczęciu tych wszystkich cyrków jagódki, pieczarki i inne takie były w wielkiej promocji. Także potrawy wcale nie muszą być całkiem proste, skromne, nudne, minimalne.

W promocji można też kupić klocki Lego. Okazuje się, że używany zestaw na olx kosztuje stówę, a nowy można kupić dzisiaj za 70. Bo przedsiębiorca koszty swoje ma. Premier zabronił mu sprzedawać albo tylko wystraszył klientów. A księgową, i zus, i parę innych rzeczy musi kuźwa opłacić. Więc część przedsiębiorców sprzedaje pewnie nawet po kosztach, byle odzyskać gotówkę.

7 | Mężowi odpadły dojazdy do pracy.

Dzisiaj, nawet jeśli ktoś pracuje w domu, to zyskuje bardzo dużo czasu, pewnie i do trzech godzin na dobę, przez to, że nie ma dojazdów. To jest bardzo dużo czasu i ja się cieszę, że gdy Mąż zamyka komputer, to jest już z nami, ze mną, z Chłopcami, a nie kisi się gdzieś w strefie publicznej przez kolejne dziesiątki i dziesiątki minut.

Nie żebyśmy zaczęli jakoś specjalnie spędzać czas ze sobą jako rodzina, nudzić się, albo dzieci robić, bo nie ma co robić. My z tych, którzy zawsze znajdą sobie zajęcie.

8 | Spacery z gwiazdami.

Jestem tą mamą, która, gdy siada po całym dniu, no dobrze, po połowie dnia śniadań, obiadów, kup, ubierania, mamo on na mnie patrzy, mamo zbuduj mi… Więc gdy po całym obiedzie, mama wody, mama czy możesz mi posolić, mama ja nie chciałem marchewki, siadam na kanapie, żeby tak sobie po ciągu pracowym odsapnąć, przychodzi do mnie Starszy i zaczyna wykład. Mój mózg potrzebuje buddyjskiej pustki, a tu zaczyna się wszystko o Betelgezie, wybuchach, czerwonych olbrzymach, a wiesz, że wybudowali taki teleskop, który zbada granice kosmosu… i nie wiem czym jeszcze. Jako mama jeszcze wiele się nauczę.

Nasi Chłopcy, szczególnie Starszy (w wieku pięć i pół), są bardzo zainteresowani gwiazdami.

I w ten dziwny czas, gdy szybko dużo rodzajów spacerów przestało być możliwych, a chorzy ludzie na Internecie zgłaszają, że ktoś wyszedł przed dom i stoi, Chłopcy wędrują z ojcem wieczorem, z latarkami i oglądają gwiazdy.

Nawet ja już wiem, która to jest Betelgeza. Jak znajdziecie trzy-gwiazdy-w-pasie-Oriona, po patrzcie do góry i na środeczku taka czerwonawa to jest Betelgeza. Ona może już nawet wybuchła, ale jest tak daleko, że jeszcze o tym nie wiemy.

Także Chłopcy integrują się z tatem, mama miewa wolne wieczorem na kąpiel w sa-mot-noś-ci (znaczy: bez gości).

I młodzi ludzie poznają świat. Moim zdaniem zainteresowanie gwiazdami jest świetne. Naturalne, porządane i… prawidłowe. Słuszne. Ludzi ciągnęło do gwiazd od, jak to się mówi, zarania dziejów. A widzę że moi młodzi Chłopcy nawet jeśli im nie zwracamy na to uwagi, to sami znajdują Księżyc w dzień i w nocy. Gdzieś to jest w ludzkiej naturze, żeby się tym niebem interesować i zwracać na nie uwagę.

Więcej o tym, co warto robić podczas kwarantanny, i z dziećmi, i jako dorosły-dorosły, pisałam t u t a j.

9 | Natura kwitnie.

No ja nie z tych, którzy wierzą w łatwe doprowadzenie do zagłady planety przez ludzi. Nieraz podawałam Wam przykłady tego, że przyroda jest silna. Może schodzi na margines, może minimalizuje się, ale wciąż trwa, gotowa do szalonego rozkwitu. Gdy tylko z jakiegoś miejsca odchodzą ludzie, wkracza natura.

Gdy ludzie zarzadzeniem władz poskromili swoje owsiki w tyłkach i przestali łazić i jeździć, sarny i inne takie zaczęły być widywane nawet na blokowiskach Warszawy. Ptaki i koty panoszą się. Zwierzakom w lasach nikt nie hałasuje quadami. Przydrożne drzewa zalewa mały procent normalnych spalin. I Życie sobie rozkwita swoimi ścieżkami. Intensywnie i soczyście, mimo piachy zamiast gleby.

Obserwujcie, słuchajcie, wąchajcie, a wieczorem gwiazdy 🙂

miesięczne zakupy minimalistki, budżet i wydatki minimalisty, miesięczne wydatki do druku

10 | Wydałam na świat Upraszczacz życia.

Poczułam sezon grypowy, poczułam wiatr w żagle. Dobre ciśnienie, dobrą motywację.

Do tego upychając te ryże i kasze w szafce, odkryłam zapomniany egzemplarz szampana. Dobrego szampana. I postanowiłam sobie zrobić okazję, zrobić sobie sukcesa, którego można by świętować.

Zorganizowałam sobie więc takie kilka dni, kiedy wstawałam o piątej, szóstej i pisałam, i tworzyłam. Po tych kilku dniach Młodszy się dostosował i zacząć wstawać sześć po piątej abo siedem po szóstej. Ale jakoś dociąnęłam do końca.

Produkt w świat puszczony i nawet bez reklamy, bo jakoś czasu na to (jeszcze) nie wygospodarowałam, znajduje swoich wielbicieli.

Kto chce uporządkować i swoje życie, i zwyczajnie dom, niech zobaczy, z czym to się je i niech korzysta, szczegóły tu.