koronawirus obnaża prawdziwe potrzeby, minimalizm rządzi

Więc jakie są ❔ te Twoje potrzeby?

Hej, hej!

Jak się trzymacie?

Sądzę, że dobrze. Jesteście w domu, spacerujecie w bezludnych, naturalnych miejscach (świeże powietrze + promienie słońca + ruch potrzebne jak jedzenie, woda i sen), a kto musi wyjść do pracy czy sklepu zachowuje wszystkie znane mu środki ostrożności.

I teraz zobaczcie, ile my potrzebujemy. Czy nie tylko tego, o czym pisałam w 2015? Wody, jedzenia, ubrania, dachu nad głową, ciepła, bezpieczeństwa. Paru naczyń, ognia i przykrycia na czas odpoczynku. Może i tego komputera czy telefonu do kontaktu z innymi, może kartki i długopisu do spisania swoich planów lub myśli. Drugiego człowieka. I tyle.

Zobaczcie, z ilu rzeczy i usług zrezygnowaliśmy z dnia na dzień. I nie umarliśmy od tego. Nie obniżył się znacząco nasz komfort życia.

Żyjemy spokojnie bez umówionego może już manikjura i masażu, bez sukienki, na którą któraś polowała, bez łażenia po sklepach i miziania szmatek. Bez restauracji, strzyżenia psa, fryzjera, stoisk ze śmiesznymi prezentami. Babki przestały chodzić do Rossmana by napełnić koszyk na 150 zł i jakoś kurna od tego nie umierają.

Minimalizm czy umiarkowanizm czy proste życie to jest Prawda o nas. To jest nasze prawdziwe życie, prawdziwe potrzeby. Bez nakładki dodanej przez reklamy, przez rynek, media i dalej przez porównywanie się z tymi, którzy już chwycili haczyk reklam.

Teraz jest druga strona medalu, mniej pięknie brzmiąca. Mianowicie, jeśli sporo ludzi uświadomiłoby sobie, że nie potrzebują szukać nowych szmatek, jeśli mają pełną szafę, że można żyć ze starym obrusem i działającym urządzeniem, nawet jeśli nie jest najnowszym modelem i nie ma już tej trendi linii, to dojdziemy do dość chyba prawdziwego wniosku, że dzisiaj praca wielu ludzi jest niepotrzebna. Zbędna. Wiem, że to brzydko brzmi. Ja na przykład cenię pracę piekarza, śmieciarza, kasjera, dentysty i położnej bardziej niż pracę sprzedawcy biżuterii i podcinacza drzew na osiedlu, ale i ich pracę cenię bardziej niż pracę… nauczyciela fizyki w liceum, naganiaczy reklamowych i doradców finansowych. Może nawet nie trzeba mieć pretensji do tych ludzi, że to robią. Bo to nie my, szaraczki ustaliliśmy sposób funkcjonowania tego świata. Tak jak nie my ustaliliśmy, że nagle wszystko pakowane jest w plastik.

Jednakowoż postuluję wycięcie z rynku niepotrzebnej połowy pracowników i powrót matek do swoich dzieciaczków. Niech dzieci będą dobrze karmione i dobrze wychowywane. To jest bezcenne.

Ja wiem, że może wolisz dzisiaj hajsik na torebeczkę zarobić, z koleżanką poćwierkać jak dziewczynki w podstawówce, w przerwie pizzę hapnąć, wieczorem wyjść tu i ówdzie, oczywiście po obejrzeniu trzech odcinków sjerjalu.

Tylko to jest głupota na poziomie budowania w Polsce domu z patyków, bo jest lato, gorąco i przecież wszystko jest ok. I dopiero około października zaczynasz się orientować, że UUUPS.

Dzieci, które jako 30-40-latkowie lub i wcześniej będą jeździć od szpitala do szpitala ze swoimi schorzeniami, będą wymagali opieki lub będą psychicznie niezdolni do życia – nie tego chcesz. Chcesz mieć kurna wsparcie na stare lata!

Dzieciaki, które starą matkę mają w du (bo ona miała je w du, gdy były dzieciakami), to też nie jest Twoje marzenie.

Wychowuj, dobrze karm, ucz życia. Prawdziwego Życia. Nie licz na szkołę i jej program. Ile razy w życiu użyłaś wzorów skróconego mnożenia, potrzebowałaś znać stolicę Nigerii albo wykorzystałaś swoją wiedzę o różnicy między fundacją a stowarzyszeniem tudzież o przywilejach dla szlachy z roku któregośtam?

Kobiety do garów. Tak mówiłam i tak rząd na razie zarządził. Ol ołwer de world. Pani Strzelec rulez.

I jak tam dajesz radę ze swoimi dziećmi w domu? Sama to sobie zrobiłaś! Te dzieci. Wiem, że macierzyństwo we współczesnym świecie nie jest mile widziane, po prostu. Uwiera. Ale współczesny świat się zmienia. A Ty powiedziałaś A, powiedz B, bądź dorosła (!) i ogarnij temat bycia matką swoim dzieciom, bycia Królową swojego Domu. Mnie też to bolało, a bywa, że i dziś boli. Co chwilę o tym piszę. Ale to da się zrobić. To, w sensie bycia zadowoloną dobrą mamą, kucharką i sprzątaczką. Really.

Aha, aha. Pisałam, że potrzebujemy jedzenia i ubrania. Czego jeszcze? Ano zdrowia.

Chyba potrzebujemy zdrowia, skoro właśnie dla tego tematu cały świat spowolnił teraz o 90%.

A jak to jest u nas na co dzień? Nie ma czasu dobrze ugotować i spokojnie zjeść, prawda? Łatwiej jest przeczytać sześćset stron o zdrowym jedzeniu niż to znaleźć w sklepie, przyrządzić i zjeść. Przyrządzać i jeść każdego dnia.

A sen? A spacery w naturze? A ruch? Wszystko odkładamy na później, bo teraz mamy taaakie ważne rzeczy do zrobienia. Prawda? Ważne to ma piekarz i położna, rozumiemy się?

Uprawiacie zero waste? Wystarcza Wam jeden kawałek do wytarcia się po siusiu, czy odrywacie pół rolki na raz? Myślicie o tym?

A zero wejsty, moje kochane, co u Was? Mąż stwierdził, że całe eko pierdyknęło w obecnej sytuacji. Bułki masz łapać jednorazową, plastikową rękawiczką, a chsuteczki odkażające są do śmieci, a czyścić wszystko trzeba częściej, mocniej i jednorazowo. Macie teraz, słodziaki moje, dokąd popylać ze swoimi plastikowymi bidonikami (albo stalowymi z plastikową opaską)? Czy w domu z tego pijecie? Bo ja to mam kubki fajne, ceramiczne, wypełnione napojem plastikiem niewalącym i tak po królewsku sobie z nich sączę. Ja od dawna twierdzę, że jedną z większych przyczyn śmiecia na świecie (rzeczy w platik pakowane, w małych opakowaniach, jednorazowe) są owsiki w tyłku tzn. nadmierne wędrowanie ludzi do tych ich agencji reklamowych, na te weekendy w Paryżu i co tam jeszcze. Podróże, transport, szlajanie się po mieście.

A jak tam dzisiaj mają się kobiety przed porodem? Sami sobie to wyobraźcie. I znów, powróćmy do starego, naturalnego, do prostoty, uznajmy, że system jest jedną z opcji, a nie jedyną możliwością. Planujesz rodzić w domu. Wtedy wystarczy, abyś była pewna, że Twoja położna (która może wcale nie pracować w szpitalu i nie łazić bez sensu po dziwnych miejscach) jest zdrowa. I teraz biznesem położnej jest być zdrową. Bo Ty jej płacisz, laska, znaczy najlepiej to Twój men. (Tak, Młodszego rodziłam w domu, więc się wypowiadam).

I może nieelegancko jest wypowiadać się takim tonem, z poczuciem wyższości i pewnością siebie jednakowoż cała aktualna sytuacja pokazuje, że styl życia mojej rodziny jest po prostu lepszy od tego serialowo-systemowo-grzeczno-na-lenia-domyślnego.

Obnażył niepotrzebność 90% produktów i usług na rynku i daje większe szanse dobrego życia ludziom, którzy już wcześniej uświadomili sobie pewne tematy, którzy nie liczą, że ktoś inny zajmie się ich dziećmi, ani że ich wyleczy czy zrobi dobrze podczas porodu.

Swoją drogą, może za wcześnie na tak daleko idące wizję, ale jeśli świat uniwersytetów i pracy zmieni się w zauważalnym stopniu na zdalny, to czy będziemy przeżywać tragikomedię pt. matka z ojcem zostajo w domu, a po dzieci o 6.30 przyjeżdża system, by wypluć je wymiętolone do domu o 16.00?

Przy czym miejcie na uwadze, że jeśli ojco pracowałby w określonych godzinach, 8 godzin dziennie w domu, to matka nie może iść se przekładać papiery z prawa na lewo poza domem, bo ktoś się musi zająć bobasem. Obsługa dzieci to jest pełny etat i chyba ta cała sytuacja niektórym to uświadomi.

Ciekawe też, czy całą sytuację przeżyje blogerka, która obiecywała sobie i obserwatorom na Insta, że nie będzie z własnymi dziećmi np. na wakacjach dłużej niż trzy dni bez animatora. Tak, krytykuję takich ludzi. Ale też głęboko rozumiem, że będzie ich bolało, wiem jak, wiem, jakie to trudne.

Widziałam artykuły z tytułami puste ulice. I wiecie co? Miałam w głowie obraz pustych chodników, centrów miast i to było dla mnie zrozumiałe. Ale wkliknęłam się i słuchajcie, pokazane są też puste ULICE oraz mosty w stolycy. Ludzie przestali jeździć. Czyli 98% jeżdżenia nie jest niezbędne. To są nasze owsiki w tyłku! To jest nasze uciekanie od prawdziwego życia, włączanie Insta, żeby nie sprzątać domu, wrzuciwszy dzieci do kulek w jakiejs galerii, żeby nie pomóc im nauczyć się wymyślać zabaw wokół domu.

Zdjęcie z podpisem „pusty parking pod centrum handlowym”. I wiecie co? To nie od tego ludzie umierają. (Tak wiem, biznes, pensje, za co chleb kupić. Ale to już wyżej pisałam, że świat mamy gupio urządzony. Potrzebujemy pracy, polegającej na wytwarzaniu bzdur, natomiast tych bzdur w swoich życiach nie potrzebujemy. Wszystko – kupowanie bzdur których wcale nie chcemy – jedzie dzięki reklamie, serialom i porównywaniu się pracowych psiapsiółeczek, którym nie chce się zająć własnymi bachorami i własnym królestwem).

Dwa artykuły polecę Wam ze źródła bardzo dziwnego, sama większości jego nie łykam, ale gdzieś przez wszystko u nich przebija uznanie wartości Człowieka i troska o Człowieka przez duże C (albo Cz). Te dwa artykuły są spoko, nawet jeśli połowę informacji odłożycie na bok, to coś wartościowego chyba wyciągniecie.

1, 2.

Wyłączcie już ekrany! Przestańcie pisać, czytać, fejsbukować! Dom sprzątać! Zdrowo gotować! Imbiru sypać i kurkumy! Do łóżka przed 22!

P.S. W ostatnim tekście pod starym adresem chyba obiecywałam, że będę już teraz tylko grzeczną dziumdzią. Chyba nie umje! 😉