do posłuchania - edukacja domowa, wolność, biznes

Dwie świetne rzeczy do posłuchania, jeśli lubisz otwierać sobie głowę na prawdę, praktykę, możliwości i nie-schematyczne myślenie oraz życie

Maciej Wieczorek, Jak mieć emeryturę bez ZUS?

Uwielbiam tego człowieka. Może nie wszyscy z Was czytają mnie od dawien dawna. Ci nowi mogą nie wiedzieć, że pod aktualną mą skorupą matki Polki, jestem przedsiębiorcą i to jest to, co mnie kręci, nakręca i podnieca. Z powodu poświęcenia się wychowywaniu dzieci (poświęcenia – jakież to brzydkie słowo i nie-trendi postawa) chwilowo ten byznesowy moduł mam w uśpieniu, ale absolutnie go nie odłączam!

A że wolność miłuję ponad wszystko (z czym posiadanie rodziny nieco koliduje), to chyba kojarzycie. Jeśli nie, to by znaczyło, że ja nie umiem przelewać swych myśli na ekran, czyli że źle piszę.

Wracamy do Maćka. Otóż człowiek ten potrafi opowiadać o naszej rzeczywistości, wskazując palcem jej dziury – bez narzekania, a nawet z fajnym humorem. Tam, gdzie ja opisując te sprawy zalałabym się czarną goryczą, on lekko mówi o faktach, rozwiązaniach i śmieszkuje.

W zalinkowanym filmie nie chodzi o sam zus, ani o emeryturę bez zusu. O tym jest mowa, ale między wierszami jest o wiele więcej.

Wysłuchałam dwa razy, mimo że materiał jest długi i polecam całym sercem.

Może w paru kolejnych punktach zaczniecie widzieć fakty, a nie wierzyć w formułki wyuczone grzecznie w szkole i jeszcze grzeczniej przed tiwi.

Ewa Kozioł, Edukacja domowa w rodzinie wielodzietnej

Nadszedł ten rok, w którym system upomniał się o nasze najstarsze dzieciątko. To jest straszne, okrutne, żałosne i tyle ma wspólnego z wolnością co Korea Północna. Wysyłać dziecko na obowiązkową indoktrynację…

W każdym bądź razie od teraz już oficjalnie jestem matką edukującą domowo na obowiązkowym etapie edukacji-sracji… Także od teraz moje tutejsze bajdurzenie o uczeniu i wychowywaniu dzieci w rodzinie, a nie w placówkach, musicie brać na serio. Przestałam być bajdurajką, która po prostu siedzi w domu z dziećmi w wieku przedszkolnym. Teraz oficjalnie jestem praktykiem.

Oczywiście oficjalnie wpadam w tą kratkę, że matka edukująca domowo. A tak serio to niech się wypowiadają matki licealistów, bo co ja tam wiem na początku drogi. Choć w zasadzie ta moja droga trwa już ponad sześć lat… Zależy z której strony spojrzysz, możesz nazwać mnie g-wiedzącą albo ekspertem.

Wracając do Ewy. W tym nagraniu wraz z mężem opowiadają o tym, dlaczego wybrali edukację domową dla swoich dzieci, jakie są plusy, minusy i jak wygląda ich codzienność (oraz legendarna socjalizacja).

Co mi najbardziej utkwiło, co ogrzało moje dobre serduszko, dodając wiary, nadziei i radości?

Otóż państwo Kozioł w momencie nagrywania mieli jedno dziecko po trzeciej klasie podstawówki, drugie po pierwszej, a w domu jeszcze młodsze maluchy. I mówią, że edukacja, czyli dążenie do zaliczenia podstawy programowej zajmowało im 15-20 minut dziennie.

Ludziska posyłają swoje dzieci na pewnie jakieś siedem godzin, płacąc po drodze za benzynę, kiedy to samo można osiągnąć w 15-20 minut, nie wychodząc z piżamy.

W powyższym zdaniu wzięłam pod uwagę jedną jeno funkcję edukacji: wtłoczenie w dziecko podstawy podstawy programowej, żebyśmy byli cacy z państwem. Prawda, że nie wzięłam pod uwagę innych funkcji szkoły, w tym tej najwspanialszej – 7-godzinnej przechowalni dzieci.

Po normalnych opisach normalnego funkcjonowania z dziećmi, czytanymi od dawna u Kornelii, to jest kolejna rodzina, która pokazuje, że się da i jak bardzo łatwo się da, i że człowiek ma cały dzień na zadania, które są dla niego ważne i na rozmowy z dziećmi o tym, co według rodzica i dzieci jest ważne.

Dla tych, którzy kochają wolność i chcą żyć wyznawanymi przez siebie wartościami – polecam.

Przeczytaj też: