Relacja z wakacji 🌊🏖️ w zeszycie ręcznie pisana ✍🏻

Za płotem, dwa-trzy metry ode mnie właśnie przeszedł wielki, czarny dzik (wielki!), prowadząc za sobą rządek młodych. Pewnie to locha, nie dzik, ale co ja tam wiem? Wiem, że w starożytnej Grecji teatr robili.

W torebce mam piasek, a wracając ze spaceru widziałam, jak lis wyciąga spod ziemi jakiegoś zwierza, skacząc przy tym śmiesznie, rzuca nim i zajada. To tyle, jeśli idzie o ginięcie przyrody. Dobra, dodajmy jeszcze mrówki, muszki, maki i wyblakłe nadmorskie biedronki.

Siedzę przy drewnianym stole na powietrzu, w kurtce, bluzie, rajstopach 200 den (aczkolwiek dwuletnich, to pewnie już mniej den), dwóch sukienkach, spódnicy i dwóch koszulkach i piszę jak nienormalna długopisem w zeszycie. To by było na tyle, jeśli chodzi o ocieplenie klimatu.

Czy mam pisać o wakacjach, których termin synchronizowałam z miesiączką i fazami Księżyca, a który w końcu ustaliłam na drugi dzień swojego krwawienia i niedzielę niehandlową ergo pakowałam się (nas) w krwawicy dzień pierwszy i całe jedzenie na cały dzień i śniadanie dnia następnego musiałam brać ze sobą? Ale warto było.

Zamawiasz nocleg przez Booking.com? Przechodząc przez ten link możesz otrzymać zwrot w wysokości 50 zł po zrealizowaniu pobytu.

Znów jestem we wsi za ostatnim miastem, na końcu świata. Większość atrakcji jeszcze zabita dechami, część domów jest na sprzedaż. Na sklepach kartki: Otwieramy 9 czerwca. Na parkingu pod sklepem, czyli dziesięć kilometrów od naszej wsi czeka na mnie facet, bo zobaczył, że mam tablice rejestracyjne z tego miasta, co on. Rozmawiamy, pan podaje adres, nazwisko. Telefonu nie, ale zaprasza na kawę. Albo cofnęłam się o czterdzieści lat, albo przeniosłam do odpowiednika serialu „Ranczo”, tylko jeszcze bardziej wyludnionego. I z zasięgiem nie bardzo, a nawet bardzo nie. Ale InPost dojeżdża.

Czy mam Wam opowiadać o wyjeździe, na który, jak nieminimalistka lub jak bardzo zapobiegawcza i nauczona doświadczeniem minimalistka spakowałam sobie i strój kąpielowy, i czapkę zimową, dzieciom i kąpielówki, i rękawiczki, tylko dla siebie kurtki nie wzięłam? Stopni dwanaście i mży.

Prawie zawsze czegoś się nie weźmie. Tym razem nie wzięłam kurtki. Jest oczywista, wisi zawsze spokojna i dostępna na swoim miejscu w przedpokoju. Aż mi zginęła z radarów, wyłapujących potrzeby. I weź tu znajdź kurtkę w miasteczku pozasezonowo wymarłym, gdzie w poniedziałki otwiera się ułamek wszystkich istniejących biznesów, a wszystko w nich bazarowe. Dokonałam cudu, który Mąż skwitował słowami: Po powrocie sprzedasz na olx za trzydzieści złotych.

Widziałam już przezroczystą wodę, ryby niemałe, dziki, lisa, ptactwo wodne i leśne, bocianowe i drapieżne, i kukułkę (słyszałam), nie wspominając o owadach i kotach. Mąż o świcie biegający romansował też z sarnami.
Powietrze pachnie bujną przyrodą, milijony gatunków ptaków prowadzą swoje czasem głośne życie, żaby rechocą, owady obsiadają, drobinki bursztynu przesuwają się w portfelu, Frombork udaje, że jest tuż-tuż, choć jedzie się do niego pół dnia… Czekamy na dalszy rozwój wydarzeń.

Zachód morza na plaży z dwójką dzieci po dwudziestej pierwszej i chmurzastym dniu – da się? Da się.

Wracając natknąć się we wsi na kolejnego, wielkiego, czarnego dzika oraz wielką, czarną lochę, przeprowadzającą swoje młode po przejściu dla pieszych? Proszę bardzo. Było. Punkt zaliczony.

To jest pierwszy wyjazd wakacyjny, odkąd mamy dzieci, na którym nie psioczę na wakacje z dziećmi. A ja ich nie opuszczam. Ja nie z tych, co chwalą się, że zostawiły ośmiomiesięczne niemowlę i poleciały na weekend na Madagaskar, bo poczebują, bo im się należy.

A więc są to pierwsze wakacje, na których jest mi ZNACZNIE lżej, nawet jeśli niosę plecak i idę z kimś małym za rękę.

Nikt już nie wyje bez powodu ani z powodu, którego nie jest w stanie wyartykułować. Nikogo nie noszę (nawet w brzuchu, bo i takie wakacje przecież były – z zadyszką i chodzeniem jak kaczka, aczkolwiek z dumą i koroną na głowie), nikogo nie pcham.

Część potrzeb załatwiana jest beze mnie lub z mniejszym moim udziałem. humory i spadki energii łagodniejsze. Można się dogadać, umówić, a nawet zachęcić. Chłopcy nawet całą drogę w tą i z powrotem (czyli dwa kilometry po pięciu godzinach latania) nieśli plecaczki z częścią swoich rzeczy.

Jest mi lżej, a to lżej jest warte kupę zielonego siana. Dosłownie. Dwa lata temu byłabym gotowa zapłacić za tydzień lżeja. Chwała Panu.

Mogłam przejść się sama po plaży. Byłam na tyle nie zmęczona na ciele i psyche, że kiedym mogłam siedzieć lub leżeć na naszym stanowisku, to zachciewało mi się wstawać. Zbierałam kamulce, układałam, spacerowałam, bursztynowałam, oddychałam. Sama. I nikt w tym czasie się nie podtapiał.

Obejrzeliśmy odcinek „Bolka i Lolka”. Bajka, w której dzieciaki radzą sobie. W tym: gaszą płonącą książkę bez dzwonienia po strażaka Sama, bez wzywania super maszyn ani kundli z super maszynami. Jestem za!
„Domisie” natomiast to poziom państwowego programu szkolnego: nie nauczymy was niczego potrzebnego, ale całą głupią, ciekawostkową, niepraktyczną wiedzę encyklopedyczną przekażemy z pilnością godną pszczół i mrówków.

Wąż spotkany na dziko? Po raz czwarty w trakcie macierzyństwa. Proszę bardzo!

Rodzice: Wąż, wąż, szybko, zobaczcie!

Starszy: E. W Polsce nie ma węży.

Matka Już Poirytowana: No jak to? Stoisz tu, w Polsce, widzisz węża i mówisz, że w Polsce nie ma węży? Przecież teraz właśnie go widzisz. To mam ci włączyć pana z jutuba, żeby ci powiedział, że tu są węże, żebyś uwierzył?

Potem Ojciec kazał Matce odszczekać. Gdyż oglądając tablice na placu zabaw dzieci dowiedziały się, że to nie był wąż, tylko padalec – taka jaszczurka bez nóg. Nie ma węży!

Za płotem jest the dzik – widzicie czarną plamę?

Dzieci są wspaniałe.

Obejrzawszy kolejny przemarsz bardzo wielodzietnej rodziny dzików zaraz za płotem naszego noclegu, kawkę popijając, spotkaliśmy nowych lokatowów. Tym razem ludzkich.

Do naszych dwóch Chłopaków lat niemal cztery i sześć dołączyło męskie rodzeństwo lat niemal siedem i dziewięć.

Dzieci są wspaniałe.

Czy wiecie, że ten ośmio i pół latek, gdy średniacy gdzieś razem polecieli, potrafił przełączyć się na tryb dzidzia na pokładzie i pięknie bawić z naszym Młodszym, nie oczekując od niego zabawy jak z równolatkiem? Wymyślił zabawę w gilgotki i wszyscy byli zadowoleni. (A rodzice siedzą i nie muszą ratować z żadnych afer i żali).

Nie wiedziałam, że dzieciaki, i to chłopaki, potrafią być tak empatyczne i w taki sposób reagować nie na polecenie, ale z własnego środka!

Wspaniały jest nasz Starszy, który potrafi powiedzieć drugiemu, większemu chłopcu, że nie rozumie zasad zabawy. Wspaniały jest Kolega Starszy, że wtedy dokładniej wyjaśnia. Siedziałam na tym ich polu zabaw z kawą i Mężem, i roztapiałam się od nadmiaru słodyczy.

Trudne bywają i zaskakujące rozmowy z dziećmi. Kolega Młodszy powiedział nam, że już niedługo, po babci i mamie, będzie miał urodziny. Ja jestem raczej cicha i nieśmiała, do tego rzadko widzę praktyczną potrzebę kontaktu z ludźmi, a doświadczenia różne sprawiły, że ludzi w dużej mierze nie lubię. No ale świadomam tego stanu rzeczy i próbuję z ludźmi konwersować.
No to zagaduję tego niemal siedmiolatka:

– To ty masz urodziny w lecie?

– Nie. W wakacje.

Aha.
A nie bardzo chciałam wierzyć Kornelii, że to przez pierwsze lata szkoły pyta się dzieci na egzaminach o pory roku.

Boże Ciało we wsi na końcu świata

Czy wiecie, że dziewięć na dziesięć bursztynów to wyblakłe, morskie biedronki? Widzisz pomarańczowe, co się błyszczy, schylasz się (Piszę, a tu mi znowu wielki, czarny dzik przebiegł), a to robak. Beżowo-pomarańczowa biedronka, obecna wyłącznie w strefie śmieci, wyrzucanych przez morze. Ile razy dałam się nabrać!

W strefie siedzenia na słońcu i picia kawki poza wrzaskami czwórki dzieci (czasem znajdujących jaszczurki w ozdobnych, przystołowych krzaczkach) towarzyszy nam rechotanie żab i piski ptaków różnorodnych.

A widzieliście kiedyś kruka? Nie osiedlową kawkę. Bo ja wiem, że te „czarne” trudno rozróżnić mieszczuchowi. Jak sarnę od jelenia i od daniela. Nad plażą latają kruku. Bardzo czarne, bardzo wielkie i majestatyczne. Tak duże, że boję się, czy mi dziecka nie złapie. Potrafi to złowić rybę długości trzech-czterech sklepowych makrel (belonę) i zajadać.

[Sprawdzone i dopisane później: kruk, rozpiętość skrzydeł do 125 cm – no to na szerokość większy niż niemal czterolatek na wysokość].

Danzig. Sobota w długi weekend. Jak mówi Mąż: „Jeśli wrócimy bez ko**ny, to to jest wszystko ściema”. I ja się z nim zgadzam.

Przez okienko – bo dzieci samych w wynajętym domu nie zostawię, a stać sama w nocy na dworze jakoś nie chcę, bez mena u boku mego – patrzę na rozgwieżdżone niebo niemal w tym miejscu, w którym robił to parę wieków temu Kopernik. Gdybym wyszła na zewnątrz, widziałabym światła jego hacjendy.

I powiem Wam, że słabo z tym patrzeniem! To jest jeden z powodów, dlaczego pomimo wielkiego pociągu do robienia rzeczy w ynternecie, ostatnio ostro ograniczam czas spędzany w ekranach. Telefon mówi mi, że ograniczyłam o 64% względem ostatniego tygodnia. I teraz to jest i tak ponad pięćdziesiąt minut dziennie! Biorąc pod uwagę, że ograniczam, że przez długi czas telefon mam wyłączony lub w trybie samolotowym, bo zasięg i tak na nic tu jest, biorąc pod uwagę, że wakacjuję… pięćdziesiąt minut dziennie to bardzo dużo! Ale co by gwiazdy z czasem wyraźniej widzieć i z głową wyprostowaną, plecem prostym i piersią wypietą chodzić – ograniczam. I to co teraz piszę, powstaje w zeszycie. Może później przeniosę to na ekran, mając nadzieję, że wklepywanie gotowego tekstu narazi mnie na mniej minut przed komputerem niż sam proces pisania, który zawiera pauzy, zadumy, a czasem poprawki.

A w ogóle wyobrażacie sobie księdza, który publikuje o ufo, z naukowymi dowodami? Kimś takim na swoje czasy był Kopernik – biskupem, który skrzętnie opisał, że Ziemia, na której Bóg posadził człowieka, nie jest pępkiem (ani sercem) Stworzenia.

Niebo czyste, ślicznie mi wieje swieżym powietrzem, tak świeżym, że wywiało już spaliny weekendowych tabunów gdańszczan, Elbląga i Warszafki. Dzieci śpią. Któż to zrozumie, jak nie druga matka? Dzieci śpią.

To to tam za jeziorem to hacjenda Kopernika.

Wywczasów dzień piąty.

Mąż: O, moja żona w końcu ładnie się ubrała! Nie jak na Spitsbergen.

[Zdaje się, że całe swoje wyjazdowe pisanie zaczęłam od opisu bosko-ciepłego warstwowego odzienia. Nie pamiętasz? Wróć do góry].

O tym, jak to przypadki nie istnieją.

[Tu autorka napisała jeno powyższe zdanie i małą wskazówkę na marginesie: banan, wiatr, parasol, i zostawiła pustą stronę. Chyba jednak Życie nie takie sielskie i czasu jej nie dało na spisanie tej historii].

Kto to jest Influę Ser? Kto to jest Trendsetter?

Czy nazwiemy tak dziewoję, która napykała sobie dziesiątki tysięcy folołersów na insta i daje 15% rabatu na buty? Nie, na to już jest i była nazwa: aktywna sprzedaż.

Influę Ser to człowiek, który ma na Ciebie wpływ. Nie poprzez hackowanie systemu, ale poprzez działanie w tak świetny sposób, że od razu chcesz go naśladować.

Bycie Influę Serem działa w offlajnie. Od razu widać, czy jest efekt.

Jak?

Ano idziesz na dwór z dziećmi, ale bez kagańca na ustach. Siadasz na ławce. Na ławce obok siada para starszych ludzi, którzy przyszli w maskach i foliowych rękawiczkach. Patrząc na Ciebie, wkrótce zdejmują to wszystko, a nawet też okulary i kurtki, i chłoną dobroczynne, boskie, wiosenne słońce.

Jak setować trendy?

Ano kiedy podczas wakacyjnego pobytu w Villi stwierdzasz, że w pokoju mokre ubrania nie schną, jak wiejska baba zaczynasz wynosić na podjazd przed Villą mokre rzeczy na suszarce. Po dwóch dniach tych odważnych działań podziwiasz suszarki i mokrości pierwszego naśladowcy.

Pamiętaj, ludzie prędzej wdrukują sobie w głowy przykład Twojego życia, jakie prowadzisz w 3D, niż pójdą za Twoimi poradami, zamieszczanymi w onlajnie.

Technologia ma wielkie plusy, aczkolwiek nie zmieniła ona ani tego, jak działa matematyka, ani tego jak działa psychika, ekonomia, socjologia. W tych sprawach jesteśmy wciąż tymi niepiśmiennymi mordkami z jaskiń czy szałasów i prędzej przekona nas średniej urody sąsiadka, i to nie słowa jej, a czyny, niż nie wiadomo jakie wrażenie robiące kreacje onlajnu.

Zamawiasz nocleg przez Booking.com? Przechodząc przez ten link możesz otrzymać zwrot w wysokości 50 zł po zrealizowaniu pobytu.

Przeczytaj „Myśli” z innych miesięcy. Najnowsze dostępne są tylko dla osób zapisanych na newsletter.