zamknij książkę, otwórz oczy czyli teorie vs praktyka

O zgrzytach między teoriami 📖 a tym, co widzisz przed sobą 🌻

W tym tygodniu chwilowo bez zdjęć, gdyż jak większość z nas doświadczyła, tylko niewielu się do tego przyznaje: technologia jest fajna, jak działa. Ale bywa i że nie działa.

Zamknij książkę, otwórz oczy

Czyli po raz nie pierwszy o ekspertach

Ludzie wierzą. Jeśli nie w Jezusa, to w realną władzę prezydenta (o której konstytucja nie słyszała) i we wszystko, co powiedzą eksperci, nałukowcy, ludzie z tytułami i stanowiskami.

Czy moglibyście mniej godzin spędzać głupio przed ekranem i trochę przejrzeć na te Wasze oczy? Po co wierzyć ekspertom?

Dawno, dawno temu ówcześni eksperci głosili ze stuprocentową pewnością, że fizycznym twórcą dziecka jest jedynie mężczyzna, on sam je zapoczątkowuje, dając swoje komórki, a kobieta jest tylko inkubatorem, nie daje nic od siebie do kształtu dziecka.

Eksperci też opierali całą naukę i kulturę na fakcie, że Słońce krąży wokół Ziemi, z czego się śmiejemy, później oparli wszystko, co się da, o fizykę Newtona, która, co dzisiaj wie niewielu, bo Einstein jest postacią pop-kultury, ale co on tam wymyślił, mało kto wie, która to fizyka Newtona, tłuczona przez 98% okresu szkoły, działa… tylko tam, gdzie działa. I jest to mały wycinek rzeczywistości. Fizyka Newtona nie jest Zasadą Wszystkiego, a jako taka była traktowana.

Ja bym chciała, żeby ludzie uwierzyli w siebie. Żeby uwierzyli swoim życiom (doświadczeniu) i swoim zmysłom, które spychano ostatnio na bok, bo rozum-rozum, ale dokąd my tym rozumem dojechaliśmy?

Odłóż książkę, popatrz w niebo, podotykaj się z życiem, pogrzeb się w ziemi.

Jeśli zobaczysz, że osoba, nadużywająca alkoholu, zmarła z tego powodu, przestań wierzyć, że wino jest dobre na serce.

Jeśli zobaczysz, że osoba ze słabym sercem czuje się i funkcjonuje lepiej, odkąd zaczęła pić pół kieliszka czerwonego wina co drugi dzień, przestań wierzyć, że alkohol szkodzi w każdej ilości.

Wiedza może być dobra, kiedy ubogaca. Kiedy poczytam o permakulturze, a potem zrobię sobie w skrzynkach z kwiatkami tak, że na naszym południowym, niczym nie osłoniętym balkonie (tzw. patelni) ziemia trzyma wilgoć, i trzyma, i trzyma, pomimo dziurek w spodzie skrzynek, pomimo skwaru dzień po dniu, pomimo wcale nie obfitego i nie codziennego podlewania. Ja oszczędzam na wodzie piniądz, ekolodzy tańczą lambadę z radości, a roślinom jest po prostu dobrze jak w raju.

Ale wiedza potrafi też bardzo ograniczać. To druga strona medalu. Gdybym posłuchała ekspertów, gdybym uwierzyła w ich drukowane w mundrych magazynach, a może i makulaturach naukowych info, że werbena jest rośliną jednoroczną, to bym ją jako pedantka na koniec jesieni grzecznie sprzątnęła, w sensie wyrwała i wyrzuciła do śmieci. A ja tych ekspertów postawiłam sobie z boku, dałam przyrodzie podziałać według jej prawdziwych zasad i oto moja jednoroczna roślinka kwitnie, zachwyca już drugi rok.

A cała chryja z medycyną, która też działa, jak działa, ale jak nie działa, to po całej linii?

Zamknij książkę, otwórz oczy.

Ludzie przemieleni przez system mają z tym duży problem. Przeprane mózgi. I to nie orzechami, sprowadzanymi bodaj z Azji, tylko domestosem.

W pierwszej ciąży urzędnik prowadzący ciążę wysłał mnie do szpitala z powodu takiego, że mój wynik krwi nie mieścił się w państwowej normie, no i taka była procedura.

Po podaniu siedemnaście razy numeru panieńskiego buta prababki i daty szczepienia na jakieś coś, co było w podstawówce i oczywiście pamiętam datę, trajkotałam z mężem na korytarzu przed salą. Wcześniej podawałam te badziewia do ich tabelek, przebierałam się, stawałam, siadałam, kładłam się do tych nic nie wnoszących badań, przenosiłam swoje rzeczy, przechodziłam od pokoiku z jednymi tabelkami do drugiego pokoiku z takimi samymi tabelkami, potem na salę z łóżkami, wyszłam na korytarz, wędrowałam.

Trajkotałam z mężem na korytarzu przed salą. Podeszła do mnie położna, która już wiedziała, z czym to przyjechałam. I mówi ona:

– To nie pani wyniki. Gdyby to były pani, to by pani tu nie stała, leżałaby pani i nie miała siły wstać. Była zanieczyszczona próbka. Jutro powtórzymy.

Aż mi sie głupio zrobiło, że może ja w jakimś słabym punkcie laboratoryjnym te badania robię, że ja może przez przypadek tu łóżko zajmuję i ludziom nerwy i ręce niepotrzebnie zawracam, bez przyczyny…

No to rano badanie, przyszedł wynik – mam jeszcze niższy, czyli według ich książeczek, studiów i tabelusiek jeszcze bardziej nie mogę wstać z łóżka niż dnia poprzedniego.

Łojojojojoj, leczenie mi zaplanowali. A jak tabletkami nie poprawi się wynik, to dajemy przetaczanie krwi.

Łodafak.

Zauważyliście to? Lekarz, położna mieli przed sobą mnie, młodą kobietę, która normalnie chodzi, mówi, siada, je i gada. Energetyczna, rozlatana, po miesiącach regularnej siłowni, odbębniająca studia i robiąca, ile może we własnej firmie. Nie na leżąco.

I mają te swoje książki ze studiów.

I zgrzyt pomiędzy babką przed oczami a książką.

I teraz uwaga, uwaga: oni w momencie zgrzytu wybierają wierzyć wydrukowanym tabelkom, nie temu, co widzą.

Wybierają wersję: ta baba jest słaba, poczebuje natychmiastowej pomocy.

Wybierają to, widząc przed sobą zdrową, pełną sił babę.

Swoją drogą pół roku temu miałam wynik sporo, sporo niżej tamtego, z którym mnie skierowano do szpitala. Coś tam się sobą zajęłam w tym temacie, ale potem panika sezonu grypowego, więc póki co, bez nagłej potrzeby wcale nie spieszy mi się do instytucji, w których trzeba nakładać kaganiec i psikać skórę chemią, żeby wejść do budynku. Kto wie, jaka dzisiaj jest ta moja morfologia? A nadal wstaję z łóżka 😀

Ja twierdzę, że duża, duża część chorób to jest źle ustawiona głowa, w sensie psychika.

Eko

Pisałam wyżej, żeby odłożyć książki i zacząć macać świat i życie własnoocznie, własnonośnie i własnoręcznie?

A co robią ekologi? Ekologi majo Netflixa i oglondajo: Za trzy lata koniec świata, Dlaczego umrzesz już, Ile zostanie Ci czasu po tym, kiedy zdechnie ostatnia pszyczoła?, Ziemia niebieska ołjeah.

No i tak gapio się w telewizory, obgryzają paznokcie, trzęsą się i płaczą, że świat się kończy. Każdy by się trząsł, gdyby to obejrzał na trzeźwo!

A ja niczego nie włączam. Po niezbyt przespanej nocy, niezbyt wczesnym rankiem wychodzę na balkon z kawą z cukrem, ale bez mleka i jakimiś kanapkami… Po czym zaczynam lekko piszczeć i skakać, i chować się do domu, bo… bąki, trzmiele, czy jakkolwiek to się nazywa. Przylatują do tych kwiatów, co to według ekspertów one już w tym roku nie mogą istnieć. Pszczoła mi do domu wleciała. Gołębia z kratki wentylacyjnej wyjmowałam. Mrówki włażą na balkon. Nie na parterze. Na osiedlu, koszonym w imię ideologii trawnika i braku normalnych drzew, od lat dziesięciu, wciąż wyrastają maki i bardzo wiele bardzo różnych gatunków kwiatów polnych i prababka wiedziałaby jakich jeszcze. Komarów jak mrówków. Małych osowatych jak mrówków. Ślimaków jak mrówków. Starszy Syn widział u nas pod blokiem jaszczurkę.

Nie twierdzę, że nie zauważam problemu, lata temu sama byłam w jakimś stopniu eko-blogierką. Mimo wszystko uważam, bo widzę i doświadczam, że natura jest miliony razy silniejsza niż te wege-eko-blado-szare-działsłabowaczki-ekologiczne. Parę gatunków dużych ssaków pewnie jeszcze nam zniknie, ale natura, przyroda jako taka, jako całość, człowiekowi, nawet najbardziej szalonemu, się nie da, nie ugnie. Są istnienia niezniszczalne, i co byś sobie nie ględził pod nosem, przyroda jest jednym z nich.

– wypowiedziała się ekspert, Urszula od Wszystkiego, wszak jam z narodu, który zna się na wszystkim i tak, jak pieniędzy, czasem robotności i paru innych mu brakuje, to rację ZAWSZE ma.

W podobnym temacie wypowiedziała się właśnie Anna Wrzesińska, Anka Słowianka, której całego bloga polecam.

Kurczę, kurczę. Mnie się dobrze pisze, samo się pisze, mogłabym cały dzień. Ale dobrze mi się to robi dopiero, gdy wiem, że nie zawalam. Domu, dzieci, siebie. Jak już dzieci wyfruną z domu, a obiady i pranie dla dwóch osób będę robiła automatycznie i z zamkniętymi oczami (po tylu latach to chyba tak będzie?!), wtedy będę pisać przez sześć godzin na dobę. Tylko kto to będzie czytał?

Urodziny mam dopiero za pół roku, ale już powiem Wam moje życzenia. Ponoć się ich nie mówi. Mały Domek z Dużą Działką i bardzo dobrą pomoc do dzieci na trzy razy w tygodniu po pół dnia.

Jeśli ktoś ma dla mnie jakieś wskazówki lub propozycje w tej sprawie, to mogę nawet stanąć na rękach i zareklamować azotowany serek smarowany z plastikowego kubeczka 😉

A teraz wracamy na ziemię, a nawet podłogę.

Na mokro to ja ją osobiście i ręcznie rzadko myję (bo Mąż zakupił nam służbę w postaci samojeżdżącego odkurzacza, który umie też smyrać na mokro). Ale przyszedł właśnie czas na to osobiste machanie się z podłogą.

Umyłam wszystkie podłogi mopem. Pamiętacie, że to jest Wydarzenie? I to mi wypadło tak w okolicach godziny siedemnastej, więc dużo dnia nie zostało.

A i tak Młodszy tego dnia zdążył pójść na nocnik tak pechowo albo tak późno, że nie trafił i zalał i tą wysmyraną podłogę, i również w czasie Wydarzenia wymyty nocnik.

Po czym zażyczył sobie do picia soku. Matka prosiła, żeby pił w kuchni. Wyniósł do pokoju, po czym niechcący ten kubek, prawie pełny niechcący się sam potrącił i klejący sok na tą świeżo, odświętnie wymytą…

Bo ja dodam, dla niedzieciatych, że zrobić tak, żeby wszystko popodnosić z podłogi, odkurzyć, a potem myć na mokro, czyli ślisko, przy dwóch Chłopcach, którzy mogą dużo chcieć od mamy, tak mniej więcej co pół minuty, którzy akurat muszą przełazić między pokojami, którzy muszą wytłumaczyć bratu swoją rację w formie sztuki walki w stylu dowolnym… to jest Dokonanie.

I powiedzcie, jak taka matka ma nie mieć nerwicy, jak po tym Dokonaniu i dopieszczeniu odświętnym te siuśki i ten sok? Jak ma nie używać wyrazu na k jako przecinka?

To też jest Życie, ta jego złośliwość.

A jak myślicie, ile czasu minęło, od umycia okien z osadu po kroplach ostatnich częstych ulew do kolejnej ulewy z takim wiatrem, że te ślady po kroplach są dokładnie takie, jakbym od pół roku okien nie myła?

Takim oto wykrętnym wywichnięciem w stronę złośliwości Życia zakończymy. Żebyście nie myśleli, że blogerki to tylko mają Gdański, wakacje i wycieczki, ewentualnie domowe ciasta. Do zobaczenia za tydzień.