jak żyć bez fryzjera i kosmetyczki - blog minimalistki Slow and Happy

Jak żyć dobrze bez fryzjera i kosmetyczki? 👱‍♀️ Z perspektywy minimalistki

Ja niefejsbukowa jestem, amediospołeczna i niememowa, ale gdzieś tam dotarło do mnie, że po dwóch tygodniach światowego sezonu grypowego kobiety zaczęły mieć problem, bo… zaczynały widzieć, jak wyglądają one same, bez dodatków od fryzjerek i kosmetyczek. Własne paznokcie, własne włosy, w wielu przypadkach po prostu odrosty naturalnego koloru, czasem nawet siwego.

Jak żyć?

Żyć prosto, miłe panie. W Europie mężczyźni z paru krajów oglądają się za kobietami z krain na wschód od nich. I czy w tych krajach na wschód, powiedzcie mi, kobiety są bardziej zrobione czy bardziej naturalne i w tej naturze zadbane?

Naprawdę uważasz, że jesteś taka brzydka, że bez fryzjera i kosmetyczki to tylko w piwnicy się zamknąć?

Dobra, teraz wypowiadam się jako ekspertka. W końcu! W czasach konsumpcjonizmu co ja mogłam, twarożek Wam reklamować? Etam. Teraz będzie prawdziwe blogerstwo.

Zacznijmy od fryzjera, bo tu mam dla Was fajną opowiastkę.

Jak żyć bez fryzjera?

Był styczeń, może luty tego roku. Pani Strzelec na swoich włosach, które widziały fryzjera ostatnio w czerwcu 2018, odkryła rozdwojone końcówki.

Już miałam wizję wizyty u fryzjera. Może i przyjemnej, ALE.

W tej wizji zawierało się podreptanie do fryzjerki i umówienie się na jakiś dzień. Czyli 20-30 min wyjęte z życia. Potem w umówiony dzień Mąż zająłby się Chłopcami, a ja straciłabym godzinę na… sami wiecie co. Skrócenie końcówek zajmuje pięć minut, ale te fryzjerskie rytuały, miziania, mycia, psikania, podpinania, odpinania, patrzenia pod kątem… Z całym szacunkiem dla tego zawodu.

Taką wizję miałam i miałam się zebrać do jej realizacji.

Tymczasem przyszedł kolejny zwykły dzień, kiedy umyłam włosy. Odcisnęłam wodę w ręcznik, rozczesałam. Stałam tak przed lustrem z tymi mokrymi włosami… Wzięłam nożyczki (małe, dziecięce, do papieru), wzięłam palce swe dwa do odmierzania prostej linii i cztery minuty później było po robocie. Po robocie, na którą nie musiałam się stroić, wychodzić, small-talkować, tłumaczyć, że nie chcę modelowania…

Cztery minuty we własnym domu bez żadnych przygotowań zamiast półtorej godziny podzielonej na dwa wyjścia.

Tak, mój czas, kiedy ktoś inny bierze na siebie dzieci jest tak cenny, że mam na jego wykorzystanie co najmniej siedemnaście pomysłów i wszystkie są o miliardy lat świetnych lepsze od siedzenia u osiedlowego fryzjera.

Czyli jak żyć bez fryzjera?

Jeśli jesteś kobietą, pokochaj swój naturalny kolor włosów (chociażby dla zdrowia, o które ponoć tera cała ludzkość zabiega), zapuszczaj je, żeby wyglądać kobieco, a jeśli trzeba podciąć lub wyrównać, spokojnie zrobisz to sama.

Jeśli chcesz super zadbać o swoje włosy, dopielęgnować, żeby były najlepszą wersją siebie, poczytaj o naturalnych metodach poprawy koloru (dla blondynek będzie to słońce, rumianek i cytryna) i nawilżania czy co tam chcesz. Internet jest pełen wiedzy. Pamiętaj tylko, by szukać raczej masek z olejów czy jajka, a nie tubek z drogerii, ok?

Jeśli jesteś mężczyzną lub rodzicem małych mężczyzn, używaj w domu maszynki do strzyżenia. Mój Mąż nie był u fryzjera z osiem lat, a wygląda jak człowiek. Chłopców sami strzyżemy od zawsze.

Jak żyć bez kosmetyczki?

Nie wiem.

Nie wiem, Laski, naprawdę, po co jest kosmetyczka. Jedyne na co chodziłam kiedyś może raz na półtora roku to oczyszczanie twarzy. Nie mazidłami, tylko mechaniczne.

Jeśli coś przeszkadza Ci w Twoim wyglądzie, paznokcia czy skóry, to Ty nie zaklejaj tego podkładem, tylko zastanów się, dlaczego tak… gnijesz.

Bozia czy Natura stworzyła nas pięknymi, stworzyła nas do bycia w pełni swojej mocy, pełni potencjału, prosperowania. Sarny wszystkie są piękne i łosie, żadne się nie sypią. Dlaczego Ty się przedwcześnie zaczynasz rozkładać, suszyć lub pryszczyć?

Dieta, kochani. Tak, to boli, wiem. Wprowadzasz śmieci, wyłażą śmieci.

A weź tak potraktuj ten sezon grypowy i kryzys finansowy jako pretekst do oszczędzania, polegającego na niekupowaniu niepotrzebnego jedzenia. Kup, co na obiad i na kolację, ale nie kupuj słodyczy, przekąsek, jogurtów owocowych, soczków ani alkoholu. I wyjdziesz z grypy piękniejsza od sąsiadek 😉

Pamiętaj o zdrowych tłuszczach, czyli boczusiu, masełku, smalczyku i tłustych stekach. Skóra składa się w dużej części z tłuszczów. Pod skórą właściwą jest spora warstwa tłuszczu. A na samym wierzchu skóry tłuszczowa warstwa lipidowa, ta bariera ochronna, którą głupki zmywają mydłem, ten tłuszcz, w zetknięciu z którym Słońce robi nam witaminę D3, wartswa, której dobroczynne działanie wzmacniają tak dzisiaj oczerniane cholesterol, kwasy tłuszczowe oraz trójglicerydy. Za każdym razem, gdy pilnuję się, by jeść dużo tłuszczu, już po paru dniach widzę różnicę na plus na mojej skórze. Jędrna, mięsista, bardzie wypełniona, zmarszczki znikają. Ale niczego nie musisz. Może Ty wyglądasz pięknie na soku z trawy 😉

A na wierzchu skóry?

Na co dzień myj twarz wodą (szok!), od czasu do czasu mydłem marsylskim czy innym jak najbardziej naturalnym.

Prysznic też samą wodą, a mydło tylko tam, gdzie naprawdę trzeba (ale tam mydło niewskazane, miej to na uwadze).

Dobra, wiem, masz jeszcze straszne włosy na ciele. I z tym latałaś do kosmetyczki. Aha. To niech sobie raz urosną! Zobacz, jak wyglądasz, kobieto! Daj odpocząć tej skórze. Szczególnie tym pachom, które najpierw zdzierasz maszynką, a potem zaklejasz rakogennym aluminium z dezodorantu.

Ja tak właśnie zrobiłam. Czyli przez grubo ponad miesiąc nic nie robiłam z włosami. Rosły. Są. Mąż się nie rozwiódł, nic nie wybuchło.

Włosy nie są złe. Ich nielubienie to tylko konstrukt naszej kultury. Nie są dla nas szkodliwe ani niehigienicznie, jak powtarzają niektóre dziumdzie, a kłamstwo powtórzone sto razy… Czy w naszym ciele jest w ogóle coś niepotrzebnego? Może jeden wyrostek. A coś szkodliwego? Tak jak nasze ciało nie wytwarza uranu, który by na to samo ciało szkodliwie promieniował, tak samo nie wytwarza niczego innego szkodliwego dla siebie samego.

Po prostu nie bardzo jest jak zarobić na Twoich naturalnych pachach. A jak tak ogolisz, nałożysz balsam kojący, dezodorant, znowu ogolisz, może nawet ze specjalna pianką czy żelem… No i terapia raka gruczołów, znajdujących się w pobliżu to dopiero zarobek dla niektórych!

Dodam, że są inne kultury, w których włosy wszelakie na ciele uważane są za antenki, które odbierają z kosmosu informacje przeznaczone dla nas. Intuicja czy nawet coś więcej. I takie zjawisko jest empirycznie potwierdzone. Wojsko amerykańskie wyciagnęło jakichś dzikich Indian, widzących, odbierających informacje nieznanymi nam sposobami, żeby pomogli ścigać wrogów bodajże w Wietnamie. Na testach Indianie wypadli świetnie, więc zaciągnieto ich do wojska… po drodze ścinając po wojskowemu włosy na niemal zero. I już nieczego nie widzieli. Stali sie nieprzydatni.

A jak już chcesz usuwać włoski, nie widzę potrzeby udawania się po usługi kosmetyczki. Kiedyś byłam ekspertką ds. usuwania włosów, a jednak zatoczyłam koło i wypróbowawszy wszystko, stanęłam na zwykłej maszynce. Był i okres maszynki metalowej, wielorazowej, na żyletki. Eko.

Za najgorsze uważam kremy do usuwania włosów. Masz gładką skórę przez dwa dni (o ile w ogóle uda Ci się to osiągnąć tą metodą), a śmierdzisz przez cztery. Unikaj ich, nawet jeśli mają napis vegan / sregan.

Aha. Przepraszam przemysł drogeryjny, ale w każdym spożywczym możesz sobie kupić zmywacz makijażu za 50 gr za 100 ml. To jest jakieś 10 razy taniej niż płyn z drogerii. Olej, kochana. Od lat, robiony raz w miesiącu makijaż zmywam olejem kokosowym. Kokosowy jest taki wiesz, ą-ę i brzmi lepiej niż rzepakowy. Ale chyba czeka nas czas, kiedy lepiej brzmi zacznie być mniej ważne niż po prostu znalezienie taniego produktu, który spełni potrzebę.

Chcę też, abyś zawsze miała w głowie tę informację: wszelkie terapie leczenia brzydkich chorób zaczynają się od punktu: przestań używać chemii na skórę. To po co czekać na straszną chorobę? Odstaw już dziś.

Na zakończenie, po tej serii szokujących dla niektórych osób porad, chcę ukoić serca kobiet, szczególnie tych najmłodszych. Tym razem wypowiadam się tonem eksperta do spraw małżeńskich, z ponad dziewięcioletnim stażem z jednym mężczyzną. Otóż, uwaga, może znów szok, drogie kobiety: Mężczyźni chcą od nas znacznie mniej w sferze wyglądu niż my na siebie tych czynności nakładamy. I też wielu rzeczy nie dostrzegają.

Pamiętam siebie z czasów powiedzmy liceum, studiów. Jak ja się przejmowałam niektórymi rzeczami. Że kolana nie umiem dokładnie ogolić! Bo to taka zakrętasowa, wypukła powierzchnia. Paznokcie malowałam, makijażem się stresowałam i przedziałkiem, że coś nierówno. Jeśli skaczesz z kwiatka na kwiatek po klubach, może to wszystko ma znaczenie. Ale jeśli chcesz po prostu jednego dobrego mężczyzny na zawsze, zabiegi fryzjersko-kosmetyczne są niezbyt ważnym, pomijalnym dodatkiem.

Jak żyć bez fryzjera i kosmetyczki? Normalnie żyć. Dobrze żyć. Wstań, ubierz się, zrób coś, co popchnie Cię do przodu, zjedz śniadanie (boczuś)…

Zadbanie o siebie – tak. Robienie siebie na nie-siebie – nie.

Rozczesz te włosy, zwiąż to, co chciałoby do zupy wpadać, umyj buźkę wodą, ubierz się ładnie, ale wygodnie. I jedziemy z tym dniem!

A trzeźwego patrzenia na rzeczywistość możesz nauczyć się z Upraszczaczem życia.